poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Jak zdać nową maturę z polskiego?



       Myśmy zdali, to i wy zdacie... Macie łatwiej, bo trzeba się sprężyć tylko na 30 %, a puste uczelnie i tak przyjmą was z otwartymi ramionami i najwyżej zorganizują zajęcia wyrównawcze. Takie czasy...

        Jednak nawet te osławione 30% nie tak łatwo zdobyć, jeśli się nie przeczytało ani jednej lektury, a do matury obowiązują i te ze szkoły średniej, i te z gimnazjum. Czyli nie tylko "Dziady" III, ale i "Dziady" II, nie tylko "Makbet", ale i "Romeo i Julia", nie tylko "Kordian", ale i "Balladyna". A przy wypowiedzi pisemnej i ustnej liczą się nie tylko teksty, ale i konteksty, czyli przywołanie utworów o podobnej problematyce.  

      Nie zamierzam truć i straszyć, chcę pomóc, może w ostatnim momencie ktoś coś załapie. Przypomnijcie sobie treść i problematykę najważniejszych utworów szkoły średniej (LINK) i gimnazjum (LINK) oraz główne trendy poszczególnych epok literackich (LINK) - co wtedy było wartością, o czym pisano, jak wyglądał typowy bohater (LINK). Pogrupujcie utwory pod kątem przynależności do epok oraz motywów (LINK), jakie zawierają - te o wsi, te o dziecku, te o podróży, te o miłości, te o poświęceniu itp. Powtórzcie literaturę wojenną i łagrową - mamy 70 rocznicę wyzwolenia! Zajrzyjcie do twórczości ks. Twardowskiego - 100-lecie urodzin! Nie zapomnijcie o utworach dramatycznych - mamy 150-lecie powstania Teatru Narodowego. O 10 rocznicy śmierci papieża nawet nie wspomnę... Nie dam sobie ręki uciąć, że egzaminatorzy poszli tym tropem, ale to też ludzie i mają skojarzenia. W 150 rocznicę powstania styczniowego dali fragment "Gloria victis". 

    Na podstawie informatora maturalnego 2015 (156 stron) (cały tekst) przygotowałam garść najistotniejszych dla ucznia informacji. Dotyczą tylko poziomu podstawowego, zgodnie z założeniem tego bloga.

NOWA MATURA 2015 – koniec z kluczem!!!

EGZAMIN USTNY (30 min.) -  to taka dawna prezentacja, tyle że przygotowana „na poczekaniu” w oparciu o wylosowany tekst kultury: literacki, o języku lub ikoniczny (czyli jakiś obrazek ;-)  i polecenie do niego. Na przygotowanie jest 15 min. (można robić notatki), na odpowiedź -10 min., na rozmowę z komisją - 5 min. W praktyce na pewno będzie nieco krócej.
Można dostać max. 40 punktów (30% to 12 pkt), z tego:
  • max. 16 pkt (40%) -za bezbłędną i wyczerpującą treść własnej wypowiedzi + odwołanie się do kontekstów,
  • max. 8 pkt (20%) - za uporządkowanie własnej wypowiedzi (wstęp, rozwinięcie itp.),
  • max. 8 pkt (20%) - za język i styl własnej wypowiedzi oraz odpowiedzi udzielanych członkom komisji,
  • max. 8 pkt (20%) - za bezbłędne odpowiedzi i kulturę dyskusji z komisją.
Aby zdać ten egzamin, trzeba:
  1. właściwie odczytać polecenie do tekstu = zrozumieć je;
  2. przeanalizować i zinterpretować tekst pod kątem problemu wskazanego w poleceniu;
  3. odwołać się do innych tekstów kultury (dowolnych), które poruszają podobne problemy;
  4. przygotować konspekt wypowiedzi, żeby była pełna, spójna, poprawna i by niczego nie pominąć (wstęp, rozwinięcie, zakończenie!!!);
  5. wygłosić monolog  zgodnie z zasadami kultury żywego słowa (kontakt wzrokowy z komisją!);
  6. odpowiedzieć prawidłowo na pytania komisji
UWAGA:  Można pomylić się w nazwach własnych i datach, nie pamiętać czegoś z lektury, a nawet popełnić jakiś rażący błąd -  byle nie rozminąć się z tematem i nie mówić chaotycznie!!!  

EGZAMIN PISEMNY – POZIOM PODSTAWOWY (170 min.)

Składa się z dwóch części:
    A)  TEST (2 podobne zestawy z różnymi tekstami  – oba trzeba rozwiązać)
  •  zestaw 1 obejmujący teksty popularnonaukowe, publicystyczne lub polityczne (1-2, łącznie do 500 słów) i zadania do nich (5-7, zamknięte i/lub otwarte;
  •  zestaw 2 obejmujący teksty popularnonaukowe, publicystyczne lub polityczne (1-2, łącznie do 500 słów) i zadania do nich (5-7, zamknięte i/lub otwarte)
    B)   WYPRACOWANIE (do wyboru) – nie mniej niż 250 słów   
  • ROZPRAWKA
  • INTERPRETACJA TEKSTU POETYCKIEGO (w formie dłuższej wypowiedzi argumentacyjnej) 
Można dostać max. 70 pkt (30% to 21 pkt), z tego:
max. 20 pkt – test
max. 50 pkt – wypracowanie

Aby dobrze napisać rozprawkę, należy:
  1. zrozumieć polecenie do załączonego tekstu literackiego (epickiego lub dramatycznego);
  2. uważnie przeczytać ten tekst i przeanalizować go pod kątem polecenia: rozpoznać sens, określić problematykę, odnaleźć elementy znaczące dla odczytania utworu;
  3. wyszukać inne teksty kultury przydatne do opracowania tego tematu - porównać funkcjonowanie tych samych motywów w różnych tekstach kultury;
  4. sformułować własne stanowisko w postaci tezy lub hipotezy;
  5. rzeczowo uzasadnić to stanowisko (argumenty), odwołując się:
                       a) do załączonego tekstu
                       b) do całości utworu, jeśli jest on lekturą obowiązkową;
                       c) do innych tekstów kultury (przynajmniej jednego);

    6.  napisać uporządkowaną wypowiedź (akapity!).

Aby dobrze napisać interpretację tekstu poetyckiego, należy:

    1   zrozumieć polecenie do załączonego tekstu poetyckiego;
    2.  uważnie przeczytać ten tekst i przeanalizować go, biorąc pod uwagę m.in.:
  • znaczenie tytułu,
  • sytuację komunikacyjną (kto, kiedy, do kogo, o czym, po co),
  • kompozycję tekstu (strofy, tytuł, klamry, wyróżnienia itp.) i jej funkcje,
  • styl wypowiedzi (środki artystyczne i ich funkcje
  • znaczenia dosłowne i znaczenia przenośne, alegoryczne czy symboliczne,
  • motywy literackie, odwołania, cytaty,
  • gatunek utworu;
     3. odszukać konteksty (poszukać w życiorysie autora, epoce, sytuacji politycznej, konkretnym wydarzenia, innym utworze itp.);
     4. postawić tezę/hipotezę interpretacyjną;
     5. uzasadnić ją za pomocą argumentów, odwołując się do analizy tekstu oraz do znalezionych kontekstów;
     6. sformułować wnioski = odczytać sens utworu
     7. wszystko to poprawnie zapisać w porządku linearnym lub nielinearnym:
  • w porządku linearnym - od poszczególnych ustaleń analitycznych do wniosków natury ogólnej,
  • w porządku linearnym - od postawienia tezy/hipotezy poprzez prezentację argumentów w postaci ustaleń szczegółowych, po sformułowanie wniosku,
  • w porządku nielinearnym - zgodnie z pojawiającymi się skojarzeniami, rozszerzającymi krąg ustaleń lub je zawężającymi i pogłębiającymi.
Tutaj LINK macie naprawdę przejrzyste wyjaśnienie, z przeproszeniem "jak krowie na rowie" - jak się pisze dobrą interpretację utworu poetyckiego, a tutaj LINK przypomnienie wszystkich najważniejszych środków poetyckich potrzebnych do analizy utworu.

czwartek, 23 kwietnia 2015

ILOŚĆ CZY LICZBA, czyli garść zwierzeń zbulwersowanej polonistki



    Dziś uczestniczyłam w pewnym zebraniu, gdzie, jak to na zebraniach bywa, wyprodukowaliśmy sporo rozmaitych dokumentów.  Przy okazji jednego z nich pojawił się problem polonistyczny: ilość czy liczba ludzi? Nie powinien mieć z tym kłopotu nawet uczeń kończący podstawówkę - oczywiście że LICZBA. Normują to zasady poprawności języka polskiego dostępne dziś w każdym telefonie z Internetem. Wszystko, co da się policzyć i zapisać za pomocą cyfr, to liczba. Liczba ludzi, domów, kredek w pudełku, sobót w roku czy włosów na głowie. Mogą być tego pojedyncze sztuki, mogą i miliony. Z kolei rzeczownik "ilość" poprzedza rzeczy niepoliczalne, występujące w masie, mierzone najczęściej ich objętością: ilość cukru, wody, piasku, a także ...wiedzy ;-)
   Nie nieudolność polonistyczna rodaków jest jednak sednem moich rozważań. Nasza mowa do najłatwiejszych nie należy, więc trzeba się liczyć z rozmaitymi błędami, które popełniają nieświadomie nawet puryści językowi. Nie wstyd błądzić, wstyd nie naprawiać błędów. I właśnie to mnie zdumiało: niechęć ludzi dorosłych, wykształconych i światłych do dbałości o czystość własnego języka. Najpierw odbyła się krótka acz burzliwa dyskusja, kto ma rację, słownik czy uczestnicy zebrania, po czym zostałam zakrzyczana, że liczy się przede wszystkim treść dokumentu, a ortografia, interpunkcja i gramatyka to sprawy mało istotne.
      Powiem wprost - zatkało mnie! Bąknęłam coś o zboczeniu zawodowym i zamilkłam. Nie będę się kopać z koniem, a jakby przełożyć to na LICZBĘ koni, to z całym tabunem. Dla mnie forma dokumentu zawsze będzie tak samo ważna jak jego treść, bo przecież informuje pośrednio o poziomie ludzi, którzy ów dokument stworzyli i się pod nim podpisali. To nie zawód, funkcja czy status społeczny, ale właśnie język, którego używasz, czyni z ciebie prostaka albo inteligenta. Chodzącym potwierdzeniem tej tezy są postacie z naszej sceny politycznej, z którymi łączę się "w bulu", choć staram się dostrzec ich "plusy dodatnie i ujemne" ;-)
     Wiem, że wokół mnie toczą się sprawy o większym znaczeniu, ale cóż na to poradzę, że moja polonistyczna dusza wyje z bezsilności... 

sobota, 11 kwietnia 2015

CO TRZEBA WIEDZIEĆ O "LALCE" - post w trakcie opracowywania

1. Wiadomości ogólne. "Lalka" Bolesława Prusa to jedna z najsłynniejszych powieści polskiego pozytywizmu, wydana w Warszawie  w 1890 r. (przedtem ukazywała się w odcinkach w "Kurierze Codziennym"). Jej treść była wielokrotnie cenzurowana ze względu na zawarte w niej elementy patriotyczne. 
2. Tu macie tekst "Lalki" . Przyda się do kopiowania cytatów i szybkiego szukania potrzebnych fragmentów.
3. O czym to jest, czyli tematyka i problematyka "Lalki". Gdyby ograniczyć się do wątku głównego, byłaby to opowieść o starszawym (z punktu widzenia maturzysty) gościu, który zakochał się na zabój w 20 lat młodszej pannie arystokratycznego pochodzenia i stawał na głowie, żeby zdobyć jej uczucia. Sęk w tym, że nie tylko się jej nie podobał, ale do tego pochodził z innej sfery, co go zupełnie dyskwalifikowało.
O tym, że nie jest to łzawe romansidło, decyduje cała otoczka głównego wątku. Przebogata galeria postaci ze wszystkich szczebli społecznych, znakomite scenki rodzajowe, dużo humoru i sarkazmu, opisy XIX-wiecznej Warszawy, obrazy świata odchodzącego i nadchodzącego...
4. Wyjaśnienie tytułu. Pierwotnie powieść miała nosić tytuł "Trzy pokolenia", co oddawałoby jej treść, ponieważ ukazuje odchodzące pokolenie romantycznych idealistów (Rzecki), istniejące współcześnie pokolenie przejściowe; takie rozdarte między ideami romantyzmu i pozytywizmu (Wokulski) i pokolenie przyszłości - pozytywistycznych idealistów naukowych (Ochocki).  
Tytuł "Lalka" związany jest z epizodyczną sceną procesu o kradzież dziecięcej zabawki, którą Prus stworzył w oparciu o autentyczną historię przeczytaną w prasie, a ta z kolei podsunęła mu zarys fabuły całej powieści. Wg autora tytułowa "lalka" nie ma on nic wspólnego z postacią Izabeli, choć czytelnicy są skłonni przyrównywać bohaterkę do pięknej i nieczułej kukły.
"W powieści «Lalka» znajduje się rozdział poświęcony procesowi o kradzież lalki, rzeczywistej lalki dziecinnej. Otóż taki proces miał miejsce w Wiedniu. A ponieważ fakt ten wywołał w moim umyśle skrystalizowanie się, sklejenie się całej powieści, więc przez wdzięczność użyłem wyrazu lalka za tytuł. Powieść, o której mówię, powinna mieć tytuł: «Trzy pokolenia». Może nawet byłaby lepiej rozumiana z takim nazwiskiem". (Krystyna Tokarzówna, Stanisław Fita: Bolesław Prus 1847-1912. Kalendarz życia i twórczości.) 

4. Podział treści, sposób narracji i najważniejsze wydarzenia fabuły:
Powieść najpierw ukazywała się w odcinkach w gazecie, następnie w trzytomowym wydaniu książkowym, obecnie jest wydawana w dwóch tomach. Wydarzenia opisano z punktu widzenia wszechwiedzącego narratora 3-osobowego, ale wiele miejsca zajmuje też subiektywna narracja pamiętnikarska jednego z głównych bohaterów, Rzeckiego. Jest też wiele monologów wewnętrznych w tzw. mowie pozornie zależnej oraz wypowiedzi bohaterów charakteryzujących i oceniających postacie i wydarzenia.

Poniższy podział dotyczy podanej w linku wersji internetowej. W nawiasach numeracja zgodna z "papierowym" wydaniem trzytomowym.

TOM I:
Rozdział pierwszy (T1/I):  Jak wygląda firma J. Mincel i S. Wokulski przez szkło butelek?

   Bohaterowie drugoplanowi: radca Węgrowicz, fabrykant powozów Deklewski i ajent handlowy Szprot dyskutują w warszawskiej jadłodajni położonej w okolicach Krakowskiego Przedmieścia o niejakim S. Wokulskim, charakteryzując tego bohatera jeszcze przed jego pojawieniem się na kartach powieści. Zwróćcie uwagę - to nie narrator wprowadza głównego bohatera, tylko inne postacie.
    Z ich rozmowy wnioskujemy, że:

- Powieść zaczyna się na początku 1878 r. (Pokój w San Stefano kończący wojnę rosyjsko-turecką podpisano 2 marca 1878 r., w następnym rozdziale mowa o flocie angielskiej, która wpłynęła na Dardanele - połowa lutego 1878.) "W początkach roku 1878, kiedy świat polityczny zajmował się pokojem san-stefańskim, wyborem nowego papieża albo szansami europejskiej wojny, warszawscy kupcy tudzież inteligencja pewnej okolicy Krakowskiego Przedmieścia niemniej gorąco interesowała się przyszłością galanteryjnego sklepu pod firmą J. Mincel i S. Wokulski". 
- Wokulski urodził się w latach trzydziestych, czyli obecnie ma ponad 40 lat.  "Było to w roku 1860... (...)Wokulski był wtedy u Hopfera subiektem i miał już ze dwadzieścia parę lat. (...)W handlu win i delikatesów (...)"
- W 1862 r. studiował w warszawskiej Szkole Głównej (działała ona w latach 1862-69). "Przerzucił się (...) do Szkoły Przygotowawczej, a potem do Szkoły Głównej. (...) Wtedy wszystkim paliło się we łbach, a on nie chciał być gorszym od innych. W dzień służył gościom przy bufecie i prowadził rachunki, a w nocy uczył się...Poszedł i nawet zdał egzamin do Szkoły Głównej. No, ale (...) zamiast wytrwać przy nauce do końca, niespełna w rok rzucił szkołę..."
- Brał udział w powstaniu styczniowym 1863 r. i trafił na Syberię (Irkuck). Ponieważ w czasie zaborów powstanie było tematem tabu - macie tu klasyczny przykład mowy ezopowej: "Gotował wraz z innymi piwo, które do dziś dnia pijemy, i sam w rezultacie oparł się aż gdzieś koło Irkucka".
- Po powrocie do Warszawy w 1870 r. ożenił się w 1872 r. z bogatą wdową po kupcu galanteryjnym Minclu. "W roku 1870 wrócił do Warszawy z niewielkim fundusikiem. Przez pół roku szukał zajęcia, z daleka omijając handle korzenne, których po dziś dzień nienawidzi, aż nareszcie przy protekcji swego dzisiejszego dysponenta, Rzeckiego, wkręcił się do sklepu Minclowej, która akurat została wdową, i - w rok potem ożenił się z babą grubo starszą od niego".
- Małżeństwo trwało cztery lata. W 1876 r. Wokulski został wdowcem i bogatym człowiekiem - odziedziczył 30 tys. rubli. "Półtora roku temu baba objadła się czegoś i umarła, a Wokulski po czteroletniej katordze został wolny jak ptaszek, z zasobnym sklepem i trzydziestu tysiącami rubli w gotowiźnie, na którą pracowały dwa pokolenia Minclów".
- Posiadany kapitał zainwestował w interesy związane z wojną rosyjsko-turecką (1877-1878) "(...) rzucił wszystko i pojechał robić interesa na wojnie. Milionów mu się zachciało (...) (...)w Turcji znajdzie jeszcze bogatszą babę aniżeli nieboszczka Minclowa?"

Rozdział kończy się prezentacją kolejnego głównego bohatera: subiekta Ignacego Rzeckiego. "Ani jednak ciekawość ogółu, ani fizyczne i duchowe zalety trzech subiektów, ani nawet ustalona reputacja sklepu może nie uchroniłaby go od upadku, gdyby nie zawiadował nim czterdziestoletni pracownik firmy, przyjaciel i zastępca Wokulskiego, pan Ignacy Rzecki".

Rozdział drugi (T1/II): Rządy starego subiekta

Szczegółowy opis pokoju Rzeckiego, w którym mieszka od 25 lat: skromne umeblowanie, gitara, jednooki pudel Ir. Życie subiekta całkowicie związane ze sklepem, o czym świadczy stały rozkład zajęć: pobudka o 6.00 - toaleta i śniadanie, 6.30 - przegląd towarów w sklepie, administrowanie sklepem od 8.00 do 20.00 z godzinną przerwą na obiad, po 20.00 obliczanie utargu i planowanie następnego dnia; w niedzielę planowanie wystaw okiennych na tydzień. 
Wprowadzenie postaci trzech subiektów: Klejn - mizerny, socjalista, Lisiecki - gburowaty, antysemita,  Mraczewski - dwudziestoletni piękniś, lekkoduch i bawidamek.

Rozdział trzeci (T1/III): Pamiętnik starego subiekta

    Zawiera opis dzieciństwa Rzeckiego i jego przekonania polityczne odziedziczone po ojcu - obaj byli bonapartystami, czyli zwolennikami Napoleona Bonaparte i jego dynastycznych następców (Napoleona III - bratanka cesarza i Napoleona IV - syna Napoleona III).
"Ojciec mój był za młodu żołnierzem, a na starość woźnym w Komisji Spraw Wewnętrznych. Trzymał się prosto jak sztaba, miał nieduże faworyty i wąs do góry; szyję okręcał czarną chustką i nosił srebrny kolczyk w uchu. Mieszkaliśmy na Starym Mieście z ciotką, która urzędnikom prała i łatała bieliznę. Mieliśmy na czwartym piętrze dwa pokoiki (...)"
"Na ścianach u ciotki wisieli sami święci; ale jakkolwiek było ich sporo, nie dorównali jednak liczbą Napoleonom, którymi ojciec przyozdabiał swój pokój. Był tam jeden Napoleon w Egipcie, drugi pod Wagram, trzeci pod Austerlitz, czwarty pod Moskwą, piąty w dniu koronacji, szósty w apoteozie. Gdy zaś ciotka, zgorszona tyloma świeckimi obrazami, zawiesiła na ścianie mosiężny krucyfiks, ojciec, ażeby - jak mówił - nie obrazić Napoleona, kupił sobie jego brązowe popiersie i także umieścił je nad łóżkiem".
"Często przychodzili do nas dawni koledzy ojca: pan Domański, także woźny, ale z Komisji Skarbu, i pan Raczek, który na Dunaju miał stragan z zieleniną. Prości to byli ludzie (nawet pan Domański trochę lubił anyżówkę), ale roztropni politycy. Wszyscy, nie wyłączając ciotki, twierdzili jak najbardziej stanowczo, że choć Napoleon I umarł w niewoli, ród Bonapartych jeszcze wypłynie".
1840 - śmierć ojca Rzeckiego i pół roku później rozpoczęcie przez Ignacego terminu w sklepie Jana Mincla.
   "Sklep Mincla znałem od dawna, ponieważ ojciec wysyłał mnie do niego po papier, a ciotka po mydło. Zawsze biegłem tam z radosną ciekawością, ażeby napatrzeć się wiszącym za szybami zabawkom. O ile pamiętam, był tam w oknie duży kozak, który sam przez się skakał i machał rękoma, a we drzwiach - bęben, pałasz i skórzany koń z prawdziwym ogonem.
   Wnętrze sklepu wyglądało jak duża piwnica, której końca nigdy nie mogłem dojrzeć z powodu ciemności. Wiem tylko, że po pieprz, kawę i liście bobkowe szło się na lewo do stołu, za którym stały ogromne szafy, od sklepienia do podłogi napełnione szufladami. Papier zaś, atrament, talerze i szklanki sprzedawano przy stole na prawo, gdzie były szafy z szybami, a po mydło i krochmal szło się w głąb sklepu, gdzie było widać beczki i stosy pak drewnianych.
   Nawet sklepienie było zajęte. Wisiały tam długie szeregi pęcherzy naładowanych gorczycą i farbami, ogromna lampa z daszkiem, która w zimie paliła się cały dzień, sieć pełna korków do butelek, wreszcie wypchany krokodylek, długi może na półtora łokcia".
   "Sklep nasz był kolonialno - galanteryjno - mydlarski. Towary kolonialne wydawał gościom Franc Mincel, młodzieniec trzydziestokilkoletni, z rudą głową i zaspaną fizjognomią. Ten najczęściej dostawał dyscypliną od stryja, gdyż palił fajkę, późno wchodził za kontuar, wymykał się z domu po nocach, a nade wszystko niedbale ważył towar. Młodszy zaś, Jan Mincel, który zawiadywał galanterią i obok niezgrabnych ruchów odznaczał się łagodnością, był znowu bity za wykradanie kolorowego papieru i pisywanie na nim listów do panien". Franc i Jan Minclowie byli bratankami Jana Mincla-seniora.
   "Tylko August Katz, (odegrał później znaczącą rolę w życiu Rzeckiego) pracujący przy mydle, nie ulegał żadnym surowcowym upomnieniom". 
1846 Rzecki zostaje subiektem. "W roku 1846 doszły nas wieści o ucieczce Ludwika Napoleona z więzienia. Rok ten był dla mnie ważny, gdyż zostałem subiektem, a nasz pryncypał, stary Jan Mincel, zakończył życie (...) 

1850 - Jan Mincel (młodszy) przenosi się na Krakowskie Przedmieście: "Przez kilka lat po śmierci stryja synowcy prowadzili wspólnie sklep na Podwalu i dopiero około 1850 roku podzielili się w ten sposób, że Franc został na miejscu z towarami kolonialnymi, a Jan z galanterią i mydłem przeniósł się na Krakowskie, do lokalu, który zajmujemy obecnie. W kilka lat później Jan ożenił się z piękną Małgorzatą Pfeifer, ona zaś (niech spoczywa w spokoju) zostawszy wdową oddała rękę swoją Stasiowi Wokulskiemu, który tym sposobem odziedziczył interes prowadzony przez dwa pokolenia Minclów".

Rozdział czwarty (T1/IV): Powrót

    Niedziela marcowa 1878 - Stanisław Wokulski odwiedza Rzeckiego po ośmiomiesięcznej nieobecności. Pomnożył swój majątek do 300 tys. rubli.
"Grosz ten zarobiłem uczciwie, nawet ciężko, bardzo ciężko. Cały sekret polega na tym, żem miał bogatego wspólnika i że kontentowałem się cztery i pięć razy mniejszym zyskiem niż inni. Toteż mój kapitał ciągle wzrastający był w ciągłym ruchu. - No - dodał po chwili - miałem też szalone szczęście... Jak gracz, któremu dziesięć razy z rzędu wychodzi ten sam numer w rulecie. Gruba gra?... prawie co miesiąc stawiałem cały majątek, a co dzień życie".

"Mincle i zawsze Mincle!... Dziś niech mnie porównają z Minclami. Sam jeden przez pół roku zarobiłem dziesięć razy więcej aniżeli dwa pokolenia Minclów przez pół wieku. Na zdobycie tego, com ja zdobył pomiędzy kulą, nożem i tyfusem, tysiąc Minclów musiałoby się pocić w swoich sklepikach i szlafmycach. Teraz już wiem, ilu jestem wart Minclów, i jak mi Bóg miły, dla podobnego rezultatu drugi raz powtórzyłbym moją grę! Wolę obawiać się bankructwa i śmierci aniżeli wdzięczyć się do tych, którzy kupią u mnie parasol, albo padać do nóg tym, którzy w moim sklepie raczą zaopatrywać się w waterklozety..."
Wokulski zwierza się przyjacielowi z dojmującej tęsknoty towarzyszącej mu za granicą, a także dopytuje się o Łęckich, szczególnie zaś o piękną pannę Izabelę. Rzecki jest przekonany, że Staś działa z pobudek patriotycznych, jak w 1863 r.
"- Tak, gdy przyjdzie czas, będziesz moim swatem.
- Już byłem i nieszczęśliwie... - rzekł Ignacy.
- Z wdową przed siedmioma laty ?
- Przed piętnastoma". (znowu mamy przykład języka ezopowego - mowa o roku 1863 - powstanie styczniowe)
"- Znowu swoje - roześmiał się Wokulski. - Zawsze ten sam!
- I tyś ten sam. Za pomyślność twoich zamiarów... Jakiekolwiek są, wiem jedno, że muszą być godne ciebie. A teraz - milczę..."

Rozdział piąty (T1/V): Demokratyzacja pana i marzenia panny z towarzystwa

Treść rozdziału dotyczy rodziny Łęckich oraz ich dawnej i obecnej sytuacji majątkowej. Opisana jest też piękna panna Izabela, jej wychowanie pod szklanym kloszem, jej przekonania, marzenia i oczekiwania. Nie zamieszczę wszystkich cytatów, bo musiałabym skopiować cały rozdział. Tym, którzy będą później zarzucać Izabeli oziębłość, zwrócę uwagę, jak ważną rolę w jej życiu odgrywa posąg Apollina - częsty temat wypracowań dotyczących oniryzmu w "Lalce".
    "Raz zobaczyła w pewnej galerii rzeźb posąg Apollina, który na niej zrobił tak silne wrażenie, że kupiła piękną jego kopię i ustawiła w swoim gabinecie. Przypatrywała mu się całymi godzinami, myślała o nim i... kto wie, ile pocałunków ogrzało ręce i nogi marmurowego bóstwa?... I stał się cud: pieszczony przez kochającą kobietę głaz ożył. A kiedy pewnej nocy zapłakana usnęła, nieśmiertelny zstąpił ze swego piedestału i przyszedł do niej w laurowym wieńcu na głowie, jaśniejący mistycznym blaskiem. Siadł na krawędzi jej łóżka, długo patrzył na nią oczyma, z których przeglądała wieczność, a potem objął ją w potężnym uścisku i pocałunkami białych ust ocierał łzy i chłodził jej gorączkę.
    Odtąd nawiedzał ją coraz częściej i omdlewającej w jego objęciach szeptał on, bóg światła, tajemnice nieba i ziemi, jakich dotychczas nie wypowiedziano w śmiertelnym języku. A przez miłość dla niej sprawił jeszcze większy cud, gdyż w swym boskim obliczu kolejno ukazywał jej wypiększone rysy tych ludzi, którzy kiedykolwiek zrobili na niej wrażenie.
     Raz był podobnym do odmłodzonego jenerała-bohatera, który wygrał bitwę i z wyżyn swego siodła patrzył na śmierć kilku tysięcy walecznych. Drugi raz przypominał twarzą najsławniejszego tenora, któremu kobiety rzucały kwiaty pod nogi, a mężczyźni wyprzęgali konie z powozu. Inny raz był wesołym i pięknym księciem krwi jednego z najstarszych domów panujących; inny raz dzielnym strażakiem, który za wydobycie trzech osób z płomieni na piątym piętrze dostał legię honorową; inny raz był wielkim rysownikiem, który przytłaczał świat bogactwem swojej fantazji, a inny raz weneckim gondolierem albo cyrkowym atletą nadzwyczajnej urody i siły.
    Każdy z tych ludzi przez pewien czas zaprzątał tajemne myśli panny Izabeli, każdemu poświęcała najcichsze westchnienia rozumiejąc, że dla tych czy innych powodów kochać go nie może, i - każdy z nich za sprawą bóstwa ukazywał się w jego postaci, w półrzeczywistych marzeniach".

Rozdział szósty (T1/VI): W jaki sposób nowi ludzie ukazują się nad starymi horyzontami

Izabela coraz częściej słyszy nazwisko Wokulskiego, o którym wszyscy wypowiadają się z ciekawością, podziwem a nawet szacunkiem jako o bohaterze powstania, hojnym filantropie i silnym człowieku. Zaczyna kojarzyć, że ten mężczyzna interesował się nią już przed rokiem. Zwraca uwagę na jego czerwone ręce, które odmroził na Syberii. Czuje się osaczona, bo Wokulski kupił rodowy serwis i srebra Łęckich za zawyżoną sumę 5 tys. rubli, ofiarował ciotce Izabeli 1000 rubli na ochronkę, przegrywa z Łęckim w karty i chce wciągnąć go do spółki handlowej.  Przeczuwa, że ten człowiek chce się zbliżyć do arystokracji, żeby ją zdobyć.
"Nawet nie domyślasz się, jak  ja dawno znam tego człowieka, a raczej - od jak dawna on mnie prześladuje. Teraz dopiero przypominam sobie, że przed rokiem nie było przedstawienia w teatrze, nie było koncertu, odczytu, na których bym go nie spotykała, i dopiero dziś ta... bezmyślna figura wydaje mi się straszną..."
"- Mówię na mocy moich przeczuć, które ostrzegają... wołają, że ten człowiek po to jeździł na wojnę, ażeby mnie zdobyć. I ledwie wrócił, już mnie ze wszystkich stron obsacza... Ale niech się strzeże!... Chce mnie kupić? dobrze, niech kupuje!... przekona się, że jestem bardzo droga... Chce mnie złapać w sieci?... Dobrze, niech je rozsnuwa... ale ja mu się wymknę, choćby - w objęcia marszałka... O Boże! nawet nie domyślałam się, jak głęboką jest przepaść, w którą spadamy, dopóki nie zobaczyłam takiego dna. Z salonów Kwirynału do sklepu... To już nawet nie upadek, to hańba..."

Rozdział siódmy (T1/VII): Gołąb wychodzi na spotkanie węża

Wielka Środa - 17 kwietnia 1878 - Izabela odwiedza sklep Wokulskiego, żeby okazać kupcowi swoją pogardę. Zaczyna się huśtawka uczuć bohatera:
"Widocznie przez rok ulegałem częściowemu obłąkaniu" - myślał Wokulski. - Nie było niebezpieczeństwa, nie było ofiary, której nie poniósłbym dla tej osoby, i ledwiem ją zobaczył, już nic mnie nie obchodzi.
   A jak ona rozmawiała ze mną. Ile tam było pogardy dla marnego kupca..." Zapłać temu panu!..." Paradne są te wielkie damy; próżniak, szuler, nawet złodziej, byle miał nazwisko, stanowi dla nich dobre towarzystwo, choćby fizjognomią zamiast ojca przypominał lokaja swej matki. Ale kupiec - jest pariasem... Co mnie to wreszcie obchodzi; gnijcie sobie w spokoju!"

Rozdział ósmy (T1/VIII): Medytacje

   Upokorzony Wokulski wychodzi ze sklepu, krąży po ulicach Warszawy i rozmyśla nad swoją trudną sytuacją z przeszłości. 
   "Kiedy dzieckiem będąc, łaknął wiedzy - oddano go do sklepu z restauracją. Kiedy zabijał się nocną pracą, będąc subiektem - wszyscy szydzili z niego, zacząwszy od kuchcików, skończywszy na upijającej się w sklepie inteligencji. Kiedy nareszcie dostał się do uniwersytetu - prześladowano go porcjami, które niedawno podawał gościom".
   Odetchnął dopiero na Syberii. Tam mógł pracować, tam zdobył uznanie i przyjaźń Czerskich, Czekanowskich, Dybowskich. Wrócił do kraju prawie uczonym, lecz gdy w tym kierunku szukał zajęcia, zakrzyczano go i odesłano do handlu..."
Wspomina też początki swojej fascynacji Łęcką oraz plan zbliżenia się do niej
  "Traf zdarzył, iż po kilku latach żona umarła zostawiając mu dość spory majątek. Pochowawszy ją Wokulski odsunął się nieco od sklepu, a znowu zbliżył się do książek. I może z galanteryjnego kupca zostałby na dobre uczonym przyrodnikiem, gdyby znalazłszy się raz w teatrze nie zobaczył panny Izabeli".
     "Wtedy przekonał się, że między jego znajomymi nie ma człowieka, który mógłby go wprowadzić do domu Łęckich. Co gorsze: pan Łęcki i panna byli klientami jego sklepu, lecz taki stosunek, zamiast ułatwić, utrudniał raczej znajomość.
       Stopniowo sformułował sobie warunki zapoznania się z panną Izabelą. Ażeby mógł nic więcej, tylko szczerze rozmówić się z nią, należało:
Nie być kupcem albo być bardzo bogatym kupcem.
Być co najmniej szlachcicem i posiadać stosunki w sferach arystokratycznych.
Nade wszystko zaś mieć dużo pieniędzy.
Wylegitymowanie się ze szlachectwa nie było rzeczą trudną. (...) już w grudniu miał dyplom".
W czerwcu/lipcu 1897 r. wyjeżdża do Bułgarii dorobić się na dostawach wojskowych.
   "Z majątkiem było znacznie trudniej; w tym przecie dopomógł mu los. W początkach wojny wschodniej przejeżdżał przez Warszawę bogaty moskiewski kupiec, Suzin, przyjaciel Wokulskiego jeszcze z Syberii. Odwiedził Wokulskiego i gwałtem zachęcał go do przyjęcia udziału w dostawach dla wojska.
- Zbierz pieniędzy, Stanisławie Piotrowiczu, ile się da - mówił - a uczciwe słowo, zrobisz okrągły milionik!..."  
   "Żal mu było opuścić miasto, w którym przynajmniej widywał pannę Izabelę. Ale gdy w czerwcu ona wyjechała do ciotki, a Suzin począł naglić go depeszami, Wokulski zdecydował się (...)" 
Przed wyjazdem do Bułgarii Wokulski odwiedza przyjaciela - żydowskiego doktora Michała Szumana (dziwak, stary kawaler, badał włosy osobników różnych ras), który uświadamia kupcowi, że w wieku 45 lat dopadła go miłość.
------------------------------------------------------------------------
W dzielnicy biedoty nad Wisłą Wokulski spotyka furmana Wysockiego, któremu na Nowy Rok padł koń, więc już nie dowozi towaru do sklepu i żyje w nędzy. Kupiec pomaga mu finansowo oraz obiecuje załatwić jego bratu powrót na jego dawną posadę dróżnika w Skierniewicach:
"Masz tu - rzekł - dziesięć rubli na święta. Jutro w południe przyjdziesz do sklepu i dostaniesz kartkę na Pragę. Tam u handlarza wybierzesz sobie konia, a po świętach przyjeżdżaj do roboty. U mnie zarobisz ze trzy ruble na dzień, więc dług spłacisz łatwo. Zresztą dasz sobie radę".

"Wysocki!... - zawołał. - A twemu bratu jak na imię?
- Kasper - odpowiedział człowiek wracając pędem.
- Przy jakiej mieszka stacji?
- Przy Częstochowie, panie.
- Idź do domu. Może Kaspra przeniosą do Skierniewic".
Oglądając nędzę Powiśla Wokulski zastanawia się nad sednem prawdziwej filantropii - jego 10 rubli zrobiło dziś więcej dobrego niż nie wiadomo jak wykorzystane tysiąc rubli ofiarowane Towarzystwu Dobroczynności. Myśli o pomocy potrzebującym, ale mimo wyrzutów sumienia, nie zamierza wyrzekać się szczęścia osobistego. Jednocześnie zdaje sobie sprawę z przepaści społecznej dzielącej kupca od polskiej arystokratki.
    "I tobież to wzdychać do motyla, głupi?... I dziwić się, że ma wstręt do ciebie?... Jakiż łącznik może istnieć między mną i nią?..
No, gąsienica jest także podobna do robaka, póki nie zostanie motylem. Ach, więc to ty masz zostać motylem, kupcze galanteryjny?... Dlaczegóż by nie? Ciągle doskonalenie się jest prawem świata, a ileż to kupieckich rodów w Anglii zostało lordowskimi mościami.
    W Anglii!... Tam jeszcze istnieje epoka twórcza w społeczeństwie; tam wszystko doskonali się i wstępuje na wyższe szczeble. Owszem, tam nawet ci wyżsi przyciągają do siebie nowe siły. Lecz u nas wyższa warstwa zakrzepła jak woda na mrozie i nie tylko wytworzyła osobny gatunek, który nie łączy się z resztą, ma do niej wstręt fizyczny, ale jeszcze własną. martwotą krępuje wszelki ruch z dołu. Co się tu łudzić: ona i ja to dwa różne gatunki istot, naprawdę jak motyl i robak. Mam dla jej skrzydeł opuszczać swoją norę i innych robaków?... To są moi - ci, którzy leżą tam na śmietniku, i może dlatego są nędzni, a będą jeszcze nędzniejsi, że ja chcę wydawać po trzydzieści tysięcy rubli rocznie na zabawę w motyla. Głupi handlarzu, podły człowieku!..."

Po powrocie do sklepu Wokulski zastaje w nim skłócone arystokratyczne małżeństwo - baronostwo Krzeszowskich, daleko spokrewnionych z Mraczewskim. Pod wpływem impulsu zwalnia Mraczewskiego, który rano mizdrzył się do Izabeli, mimo że wszyscy wstawiają się za subiektem, a następnego dnia oboje Krzeszowscy proszą go o zmianę decyzji.  Mraczewskiego zastępuje niejaki Zięba - trzydziestoletni konformista.

Rozdział dziewiąty (T1/IX): Kładki, na których spotykają się ludzie różnych światów


     W Wielki Piątek i Wielką Sobotę Izabela z ciotką Joanną kwestują w kościele. Po wielu wahaniach Wokulski idzie tam w sobotę i przynosi w datku 25 złotych półimperiałów (ok.200 rubli). Po rozmowie z paniami decyduje się dać Mraczewskiemu posadę w Moskwie, zwłaszcza że Izabela wyraziła się o subiekcie lekceważąco. Hrabina zaprasza Wokulskiego do siebie na śniadanie wielkanocne. Kupiec postanawia nauczyć się angielskiego i kupić powóz, co go zbliży do arystokracji. Po odejściu z ukrycia obserwuje Izabelę i widzi, jak kokietuje ona innych mężczyzn.
    Przed grobem Chrystusa Wokulski zauważa piękną kobietę z małą córeczką Helą (później poznamy ją jako Helenę Stawską) oraz 19-letnią prostytutkę, której pomaga zejść ze złej drogi. 
    W niedzielę Wokulski odwiedza salon hrabiny Joanny, wzbudzając w arystokracji mieszane uczucia.  Okazuje się, że kupiec dobrze zna najważniejsze osobistości Warszawy, pragnące ubijać z nim interesy, ale on rozgląda się tylko za Izabelą. Hrabina zapoznaje go z prezesową Zasławską, która niegdyś była zakochana w stryju Wokulskiego, również Stanisławie, jednak musieli się rozstać z powodu różnic społecznych. Zasławska chce postawić na grobie ukochanego pomnik z połowy głazu, na którym niegdyś siadali, i wyryć na nim fragment wiersza Mickiewicza. Prosi Wokulskiego o pomoc w tym przedsięwzięciu.
     Izabela zastanawia się nad fenomenem Wokulskiego. Jej towarzyszka, Florentyna, nazywa go bohaterem sezonu.

Rozdział dziesiąty (T1/X): Pamiętnik starego subiekta

Początek rozdziału dotyczy spraw aktualnych, czyli otwarcia nowego sklepu Wokulskiego.
"...Mamy tedy nowy sklep: pięć okien frontu, dwa magazyny, siedmiu subiektów i szwajcara we drzwiach. Mamy jeszcze powóz błyszczący jak świeżo wyglancowane buty, parę kasztanowatych koni, furmana i lokaja - w liberii. I to wszystko spadło na nas w początkach maja, kiedy Anglia, Austria, a nawet skołatana Turcja uzbrajały się na łeb na szyję!"

Później Rzecki wspomina swój udział w Wiośnie Ludów (1848-1849), gdy wraz z Augustem Katzem wyjechali na Węgry bić Austriaków pod wodzą gen. Józefa Bema. Opisuje jedną ze zwycięskich bitew, po której następowały już same klęski, aż do tej ostatecznej - pod Vilagos (13 sierpnia 1849), kiedy to powstanie węgierskie upadło.
"Było to bodaj czy nie ostatnie nasze zwycięstwo. Od tej chwili sztandary z trzema rzekami częściej chodziły przed nieprzyjacielem aniżeli za nieprzyjacielem, dopóki wreszcie pod Vilagos nie opadły z drzewców jak liście na jesieni.
Dowiedziawszy się o tym Katz rzucił szpadę na ziemię (byliśmy już obaj oficerami) i powiedział, że teraz tylko sobie w łeb strzelić".
W drodze do Turcji Katz, który stracił wiarę w dziejową sprawiedliwość, popełnia samobójstwo, strzelając sobie w skroń.
"- Węgry!... już nie ma Węgier! - mruczał Katz. - Równość... nigdy nie było równości!... Sprawiedliwość... nigdy jej nie będzie... Świnia wykąpie się nawet w bagnie; ale człowiek z sercem!... Darmo, panie Mincel, już ja u ciebie nie będę krajać mydła... (...) Spojrzałem. Katz leżał na barłogu skurczony, z wystrzelonym pistoletem w ręku".
Rzecki przez kolejne dwa lata tuła się po Europie, tęskniąc za krajem.
"W parę dni po śmierci Katza weszliśmy do Turcji, a przez dwa lata następne ja, już sam, tułałem się po całej Europie. Byłem we Włoszech, Francji, Niemczech, nawet w Anglii, a wszędzie nękała mnie bieda i żarła tęsknota za krajem." 
W grudniu 1851 r. Rzecki przedostaje się przez Galicję do Tomaszowa, a stamtąd do Zamościa, gdzie przebywa rok. Komunikuje się z Janem Minclem, który pomaga mu wrócić do kraju.
"Zdaje się jednak, że Jaś Mincel zrobił inną rzecz, choć nie wspomniał o niej do śmierci i nawet nie lubił o tym rozmawiać. Oto chodził on do różnych jenerałów, którzy odbyli węgierską kampanię, i tłumaczył im, że przecież powinni ratować kolegę w nieszczęściu. No i uratowali mnie, tak że już w lutym 1853 roku mogłem jechać do Warszawy. Zwrócono mi nawet patent oficerski, jedyną pamiątkę, jaką wyniosłem z Węgier nie licząc dwu ran: w piersi i w nogę". 
List Mincla do Rzeckiego:
"Mój kochany Ignacy! Posyłam ci dwieście złotych na drogę, to się później obrachujemy. Zajedź wprost do mego sklepu na Krakowskim Przedmieściu, a nie na Podwal, broń Boże! bo tam mieszka ten złodziej Franc; niby mój brat, któremu nawet pies porządny nie powinien podawać ręki. Całuję cię, Jan Mincel. Warszawa, d. 16 lutego r. 1853Ale, ale!... Stary Raczek, co się z twoją ciotką ożenił, to wiesz - umarł, a i ona także, ale pierwej. Zostawili ci trochę gratów i parę tysięcy złotych. Wszystko jest u mnie w porządku, tylko salopę ciotki mole trochę sponiewierały, bo bestia Kaśka zapomniała włożyć bakuniu. Franc kazał cię ucałować. Warszawa, d. 18 lutego r. 1853."
Zabawny opis podróży do Warszawy na żydowskiej furmance, którą jechało mnóstwo krewnych woźnicy.
"Przez cztery dni zdawało mi się, że siedzę w przenośnej bożnicy. Na każdym popasie jakiś pasażer ubywał, inny zajmował jego miejsce. Pod Lublinem zsunęła mi się na plecy ciężka paka; istny cud, żem nie stracił życia. Pod Kurowem staliśmy parę godzin na szosie, gdyż zginął czyjś kufer, po który furman jeździł konno do karczmy. Przez całą wreszcie drogę czułem, że leżąca na moich nogach pierzyna jest gęściej zaludniona od Belgii".
Charakterystyka braci Minclów:
"Jan Mincel był romantyk i entuzjasta, Franc spokojny i zgryźliwy; Jan był gorącym bonapartystą, Franc republikaninem i specjalnym wrogiem Napoleona III. Nareszcie Franc Mincel przyznawał się do niemieckiego pochodzenia, podczas gdy Jan uroczyście twierdził, że Minclowie pochodzą ze starożytnej polskiej rodziny Miętusów, którzy kiedyś, może za Jagiellonów, a może za królów wybieralnych osiedli między Niemcami".
Dywagacje Rzeckiego nad powodem dziwnego zachowania Wokulskiego - stary subiekt podejrzewa przyczyny polityczne. 
"Miał po śmierci żony spokojny kawałek chleba, więc po co pojechał do Bułgarii? Zdobył tam taki majątek, że mógłby sklep zwinąć: po co zaś rozszerzył . go? Ma przy nowym sklepie pyszne dochody, więc po co tworzy jeszcze jakąś spółkę?...
Po co wynajął dla siebie ogromne mieszkanie? Po co kupił powóz i konie? Po co pnie się do arystokracji, a unika kupców, którzy mu tego darować nie mogą?
A w jakim celu zajmuje się furmanem Wysockim albo jego bratem, dróżnikiem z kolei żelaznej? Po co kilku biednym czeladnikom założył warsztaty? Po co opiekuje się nawet nierządnicą, która choć mieszka u magdalenek, mocno szkodzi jego reputacji?..." 
Przeprowadzka do nowego sklepu i nowego mieszkania; Rzecki jest wzruszony, bo na polecenie Wokulskiego jeden z pokoi wiernie odtwarza jego dotychczasowe lokum 
"W początkach maja wprowadziliśmy się do nowego sklepu, który obejmuje pięć ogromnych salonów. W pierwszym pokoju, na lewo, mieszczą się same ruskie tkaniny: perkale, kretony, jedwabie i aksamity. Drugi pokój zajęty jest w połowie na te same tkaniny, a w połowie na drobiazgi do ubrania służące: kapelusze, kołnierzyki, krawaty, parasolki. W salonie frontowym najwykwintniejsza galanteria: brązy, majoliki, kryształy, kość słoniowa. Następny pokój na prawo lokuje zabawki tudzież wyroby z drzewa i metalów, a w ostatnim pokoju na prawo są towary z gumy i skóry".
"Boże miłosierny!... ależ ten drugi pokój to mój pokój, w którym mieszkałem od lat dwudziestu pięciu. Okna zakratowane, zielona firanka, mój czarny stół... A pod ścianą naprzeciw moje żelazne łóżko, dubeltówka i pudło z gitarą..."
Rzeckiego zastanawia, czemu Wokulski się nie żeni, skoro jest tyle zainteresowanych nim kobiet. Niepokoją go też kontakty Stacha z dziwnymi ludźmi: Wiliamem Colinsem - nauczycielem języka angielskiego i tajemniczą panią Meliton. Ich wizyty kojarzy z wydarzeniami politycznymi i spekuluje, że Stach prowadzi jakąś działalność konspiracyjną. 
Opis stosunków między siedmioma subiektami w nowym sklepie, szczególnie kwestia prześladowania Żyda Henryka  Szlangbauma, towarzysza Wokulskiego z Sybiru, którego ten osobiście bierze w obronę:
"- Panie... panie Lisiecki! Pan Henryk Szlangbaum był moim kolegą wówczas, kiedy działo mi się bardzo źle. Czybyś więc pan nie pozwolił mu kolegować ze mną dziś, kiedy mam się trochę lepiej?..."
Rzecki opisuje też rosnącą niechęć do Żydów.
"W ogóle, może od roku, uważam, że do starozakonnych rośnie niechęć; nawet ci, którzy przed kilkoma laty nazywali ich Polakami mojżeszowego wyznania, dziś zwą ich Żydami. Zaś ci, którzy niedawno podziwiali ich pracę, wytrwałość i zdolności, dziś widzą tylko wyzysk i szachrajstwo."
Opis wizyty Mraczewskiego i jego socjalistycznych poglądów.
Marzenia Rzeckiego o ożenieniu Wokulskiego z piękną nieznajomą wdową, która ma córeczkę Helunię. (Ją właśnie Wokulski obserwował w kościele). 
Opis uroczystości poświęcenia nowego sklepu.
"Wracam do ceremonii poświęcenia. Główna uroczystość, czyli obiad, odbyła się w wielkiej sali Hotelu Europejskiego. Salę ubrano w kwiaty, ustawiono ogromne stoły w podkowę, sprowadzono muzykę i o szóstej wieczór zebrało się przeszło sto pięćdziesiąt osób. Kogo bo tam nie było!... Głównie kupcy i fabrykanci z Warszawy, z prowincji, z Moskwy, ba, nawet z Wiednia i z Paryża. Znalazło się też dwu hrabiów, jeden książę i sporo szlachty. O trunkach nie wspominam, gdyż naprawdę nie wiem, czego było więcej : listków na roślinach zdobiących salę czy butelek. Kosztowała nas ta zabawa przeszło trzy tysiące rubli, ale widok tylu jedzących osób był zaiste okazały".
Mraczewski sugeruje Rzeckiemu, że Wokulski robi wszystko dla zdobycia Izabeli Łęckiej. Ten nie wierzy i wypytuje Szumana o powody dziwnego zachowania przyjaciela:
"- Powiedz mi, doktorze, ale szczerze, co myślisz o Stachu?... Bo on mnie niepokoi. Widzę, że od roku rzuca się na jakieś po prostu awantury... Ten wyjazd do Bułgarii, a dziś ten magazyn... spółka... powóz... Jest dziwna zmiana w jego charakterze...
- Nie widzę zmiany - odparł Szuman. - Był to zawsze człowiek czynu, który, co mu przyszło do głowy czy do serca, wykonywał natychmiast. Postanowił wejść do uniwersytetu i wszedł, postanowił zrobić majątek i zrobił. Więc jeżeli wymyślił jakieś głupstwo, to także się nie cofnie i zrobi głupstwo kapitalne. Taki już charakter.
- Z tym wszystkim - wtrąciłem - widzę w jego postępowaniu wiele sprzeczności...
- Nic dziwnego - przerwał doktór. - Stopiło się w nim dwu ludzi: romantyk sprzed roku sześćdziesiątego i pozytywista z siedemdziesiątego. To, co dla patrzących jest sprzeczne, w nim samym jest najzupełniej konsekwentne".

Rozdział jedenasty (T1/XI): Stare marzenia i nowe znajomości

Przedstawienie postaci pani Meliton (swatki), droga jej życia i kulisy znajomości z Wokulskim. To właśnie ona, oczywiście za odpowiednim wynagrodzeniem, informuje kupca o wszelkich sprawach dotyczących rodziny Łęckich, a przede wszystkim kiedy i gdzie może on spotkać pannę Izabelę. Wtedy Wokulski rzuca wszystko i idzie choćby ukłonić się ukochanej z daleka. Ma przy tym ambiwalentne uczucia - od zachwytu panną do obojętności a nawet niechęci do niej.

"Zresztą panna Izabela jest sobie piękna panna, przypuśćmy, że nawet niezwykle piękna, ale tylko panna, nie nadprzyrodzone zjawisko. Tysiące równie ładnych chodzi po świecie, a ja też nie myślę czepiać się zębami jednej spódnicy. Odepchnie mnie?... Dobrze!... Z tym większym rozmachem padnę w objęcia innej..."
Nie może jednak oprzeć się chęci widzenia Izabeli, choć czasem musi zrezygnować ze swoich planów, ot, choćby wtedy, gdy książę zaprasza go znienacka do siebie, aby omówić sprawy spółki. Spółka jest ważna, bo pozwoli wejść Wokulskiemu w świat arystokracji i zwiększyć szanse zdobycia panny.
"Wokulski doznał takiego wrażenia jak człowiek, który spadł z wysokości i uderzył piersiami o ziemię. Pomieszanie jego nie uszło uwagi księcia, który uśmiechnął się przypisując to radości z jego wizyty i zaprosin. Przez głowę mu nawet nie przeszło, że dla Wokulskiego może być ważniejszym spacer do Łazienek aniżeli wszyscy książęta i spółki".
Charakterystykę księcia, jego stosunek do nierówności społecznych i działalność publiczną narrator podsumowuje tym krótkim stwierdzeniem:
"Czuł i myślał, pragnął i cierpiał - za miliony. Tylko - nic nigdy nie zrobił użytecznego. Zdawało mu się, że ciągłe frasowanie się całym krajem ma bez miary wyższą wartość od utarcia nosa zasmolonemu dziecku".





Rozdział dwunasty (T/1XII): Wędrówki za cudzymi interesami

Rozdział trzynasty (T1/XIII): Wielkopańskie zabawy

Rozdział czternasty (T1/XIV): Dziewicze marzenia

Rozdział piętnasty (T2/I): W jaki sposób duszę ludzką szarpie namiętność, a w jaki rozsądek

Rozdział szesnasty (T2/II): "Ona" - "on" - i ci inni

Rozdział siedemnasty (T2/III): Kiełkowanie rozmaitych zasiewów i złudzeń

Rozdział osiemnasty (T2/IV): Zdumienia, przywidzenia i obserwacje starego subiekta

Rozdział dziewiętnasty (T2/V): Pierwsze ostrzeżenie

TOM II:
Rozdział pierwszy (T2/VI): Pamiętnik starego subiekta
Rozdział drugi (T2/VII): Pamiętnik starego subiekta
Rozdział trzeci (T2/VIII): Szare dnie i krwawe godziny
Rozdział czwarty (T2/IX): Widziadło
Rozdział piąty (T2/X): Człowiek szczęśliwy w miłości
Rozdział szósty (T2/XI): Wiejskie rozrywki
Rozdział siódmy (T2/XII): Pod jednym dachem
Rozdział ósmy (T2/XIII): Lasy, ruiny i czary
Rozdział dziewiąty (T3/I): Pamiętnik starego subiekta
Rozdział dziesiąty (T3/II): Pamiętnik starego subiekta
Rozdział jedenasty (T3/III): Pamiętnik starego subiekta
Rozdział dwunasty (T3/IV): Damy i kobiety
Rozdział trzynasty (T3/V): W jaki sposób zaczynają otwierać się oczy
Rozdział czternasty (T3/VI): Pogodzeni małżonkowie
Rozdział piętnasty (T3/VII): Tempus fugit, aeternitas manet
Rozdział szesnasty (T3/VIII): Pamiętnik starego subiekta
Rozdział siedemnasty (T3/IX): Dusza w letargu
- Po powrocie ze Skierniewic Wokulski jest otępiały, nawet nie wie, jak znalazł się w domu. Zamyka się przed światem na kilka tygodni.Kilkakrotnie odwiedza go Szuman, próbując leczyć z nerwicy, lecz kupiec nie wierzy w skutki terapii, mówiąc: "- Chciałbym zapaść się pod ziemię, choć tak głęboko jak... studnia w zasławskim zamku... I jeszcze chciałbym, ażeby mnie zasypały gruzy, mnie i mój majątek, i nawet ślad tego, że kiedykolwiek istniałem. Oto moje pragnienia, owoc wszystkich poprzednich". Popada w coraz większą apatię, godzinami czyta "Don Kichota" i ogląda ilustracje. Dostrzega w nim analogie do swojego życia: "Przypomniał sobie tę dziwną historię człowieka, przez kilkanaście lat żyjącego w sferze poezji - tak jak on, który rzucał się na wiatraki jak on, był druzgotany - jak on, który zmarnował życie uganiając się za ideałem kobiety - jak on, i zamiast królewny znalazł brudną dziewkę od krów - znowu jak on!..."
- Pierwszego czerwca odwiedził go Szlangbaum z prośbą o zastawienie u niego 120 tys. rubli na 10%. Wokulski godzi się na to, aby Żyd obracał jego kapitałem do października, pod warunkiem, że zatrzyma w sklepie wszystkich pracowników, którzy zechcą pozostać. Tego samego dnia Wokulski otwiera leżący od kilku dni gruby list z Paryża. "Była to korespondencja od baronowej mającej dyplomatyczne stosunki, tudzież kilka urzędowych aktów. Przejrzał je i przekonał się, że są to dowody śmierci Ernesta Waltera, inaczej Ludwika Stawskiego, który zmarł w Algierze". Mimo wyrzutów sumienia kupiec nie ma siły powiadomicćnikogo o tej sprawie. 

Rozdział osiemnasty (T3/X): Pamiętnik starego subiekta

Rozdział dziewiętnasty (T3/XI): ... ? ... 

Jego treść dotyczy przede wszystkim dywagacji o przypuszczalnych losach Wokulskiego po zniknięciu. 

- Rzecki niedomaga (serce) i wciąż rozmyśla o nieobecnym Stachu. Pewnego dnia odwiedzają go radca Węgrowicz i ajent Szprot. Przynoszą piwo oraz plotki o Wokulskim, który podobno zbankrutował, jak zapowiadali w marcu.  (klamara! - sytuacja podobna jak w pierwszym rozdziale). Po chwili przychodzi dr Szuman i wygłasza swoją opinię o Wokulskim:
"Całe miasto mówi to samo, chociaż myli się tytułując Wokulskiego bankrutem, bo on jest tylko półgłówkiem z tego typu, który ja nazywam polskimi romantykami. (...) Wszakże ten człowiek ani razu w życiu nie działał przytomnie... Kiedy był subiektem, myślał o wynalazkach i o uniwersytecie; kiedy wszedł do uniwersytetu, zaczął bawić się polityką. Później, zamiast robić pieniądze, został uczonym i wrócił tu tak goły, że gdyby nie Minclowa, umarłby z głodu... Nareszcie zaczął robić majątek, ale - nie jako kupiec, tylko jako wielbiciel panny, która od wielu lat ma ustaloną reputację kokietki. Nie koniec na tym, już bowiem mając w ręku i pannę, i majątek, rzucił oboje, a dzisiaj - co robi i gdzie jest?... Powiedz pan, jeżeliś mądry?... Półgłówek, skończony półgłówek! - mówił Szuman machając ręką. - Czystej krwi polski romantyk, co to wiecznie szuka czegoś poza rzeczywistością..."
- Podczas kolejnej wizyty Szuman snuje domysły oparte na informacjach uzyskanych od Szlangbauma. 
"Wyjechał do Odessy, stamtąd ma zamiar udać się do Indyj, z Indyj do Chin i Japonii, a później przez Ocean Spokojny do Ameryki... Rozumiem podróż, nawet naokoło świata, sam bym mu ją radził. Ale ażeby nie napisać słówka, zostawiając, bądź jak bądź, ludzi życzliwych i ze dwakroć sto tysięcy rubli w Warszawie, na to, dalibóg! trzeba mieć w wysokim stopniu rozwiniętą psychozę..." 
- Następnie wizytę składa Ochocki, który przynosi wieści o śmierci Tomasza Łęckiego, za co wini swoją piękną kuzynkę. Izabela przyjęła oświadczyny starego marszałka, ale traktowała go po swojemu, więc ten zerwał zaręczyny, co doprowadziło ojca do udaru.

"(...)marszałek, zazdrosny o inżyniera, zaprzestał konkurów i wyniósł się na Litwę w sposób tak demonstracyjny, że panna Izabela i hrabina dostały spazmów, a poczciwy Łęcki nawet nie kiwnąwszy palcem umarł na apopleksję..."
"- Ależ to potwór!... - zawołał Rzecki.
Charakteryzuje też Izabelę jako wytwór sfery, w której żyła.
- Nie. Nawet niegłupia i niezła w gruncie rzeczy, tylko... taka jak tysiące innych z jej sfery.
- Tysiące?...
- Niestety!... - westchnął Ochocki. - Wyobraź pan sobie klasę ludzi majętnych lub zamożnych, którzy dobrze jedzą, a niewiele robią. Człowiek musi w jakiś sposób zużywać siły; więc jeżeli nie pracuje, musi wpaść w rozpustę, a przynajmniej drażnić nerwy... I do rozpusty zaś, i do drażnienia nerwów potrzebne są kobiety piękne, eleganckie, dowcipne, świetnie wychowane, a raczej wytresowane w tym właśnie kierunku... Toż to ich jedyna kariera...
- I panna Izabela zaciągnęła się w ich szeregi?...
- To jest, właściwie zaciągnęli ją... Przykro mi to mówić, ale panu mówię, ażebyś wiedział, o jaką to kobietę potknął się Wokulski..."
Trafnie opisuje charakter Wokulskiego, nie zgadzając się ze zdaniem Szumana:
- Poznać go łatwo. Był to jednym słowem człowiek szerokiej duszy. (...) ludzie małej duszy dbają tylko o swoje interesa, nie sięgają myślą poza dzień dzisiejszy i mają wstręt do rzeczy nieznanych. Byle im było spokojnie i suto... Taki zaś facet jak on troszczy się interesami tysięcy, patrzy nieraz o kilkadziesiąt lat naprzód, a każda rzecz nieznana i nierozstrzygnięta pociąga go w sposób nieprzeparty. To nawet nie jest żadna zasługa, tylko mus. Jak żelazo bez namysłu rusza się za magnesem albo pszczoła lepi swoje komórki, tak ten gatunek ludzi rzuca się do wielkich idei i niezwykłych prac... - Szuman - rzekł (Rzecki)- mądry doktór Szuman mówi, że Stach jest wariat, polski romantyk.
- Głupi Szuman ze swoim żydowskim klasycyzmem!... - odparł Ochocki. - On nawet nie domyśla się, że cywilizacji nie stworzyli ani filistrowie, ani geszefciarze, lecz właśnie tacy wariaci... Gdyby rozum polegał na myśleniu o dochodach, ludzie do dzisiejszego dnia byliby małpami...
- W końcu września Szuman przynosi najświeższe plotki o Wokulskim:
"Pachciarz z Zasławka mówił Szlangbaumowi, że furman nieboszczki prezesowej widział niedawno Wokulskiego w lesie zasławskim. Opisywał nawet, jak był ubrany i na jakim koniu jechał... (...) prawie jednocześnie inny Żydek, handlujący węglami, widział znowu Wokulskiego w Dąbrowie... A nawet więcej, bo jakoby dowiedział się, że ów Wokulski kupił od jednego górnika, pijaczyny, dwa naboje dynamitowe...
- Wreszcie ujawnia się testament Wokulskiego. 
" Oto w dniu pierwszego października jeden z rejentów zawezwał do siebie pana Ignacego i pokazał mu akt, zeznany przez Wokulskiego przed wyjazdem do Moskwy. Był to formalny testament; w którym Wokulski rozporządził pozostałymi w Warszawie pieniędzmi, z których siedemdziesiąt tysięcy rs leżały w banku, zaś sto dwadzieścia tysięcy rs. u Szlangbauma. Dla osób obcych rozporządzenie to było dowodem niepoczytalności Wokulskiego; Rzeckiemu jednak wydało się całkiem logiczne. Testator zapisał: ogromną sumę stu czterdziestu tysięcy rubli Ochockiemu, dwadzieścia pięć tysięcy rs. Rzeckiemu, dwadzieścia tysięcy rs. Helence Stawskiej. Pozostałe zaś pięć tysięcy rs. podzielił między swoją dawną służbę albo biedaków, którzy mieli z nim stosunki. Z tej sumy otrzymali po pięćset rubli: Węgiełek, stolarz z Zasławia, Wysocki, furman z Warszawy, i drugi Wysocki, jego brat, dróżnik ze SkierniewicWokulski rzewnymi słowami prosił obdarowanych, ażeby zapisy przyjęli jak od zmarłego; rejenta zaś zobowiązał do nieogłaszania aktu przed pierwszym październikiem".
Szuman zachodzi w głowę, kim jest dróżnik Wysocki, jeden ze spadkobierców. Ochocki chce natychmiast podjąć pieniądze zdeponowane u Szlangbauma.
- U Rzeckiego pojawia się też Mraczewski, aby wypytać go, dlaczego Wokulski zapisał pieniądze pani Stawskiej. Ten uspokaja go, że zrobił to z czystej sympatii do kobiety.
- Pod rządami Szlangbauma sklep traci swoją klasę: towar i obsługa są znacznie gorszej jakości. Rzecki myśli, czy by do spółki z panią Stawską nie założyć własnego sklepu. Podczas kolejnej wizyty Szuman przedstawia Rzeckiemu wyniki swojego śledztwa w sprawie Wysockiego - to dróżnik, który uratował Wokulskiemu życie, gdy ten chciał popełnić samobójstwo. 
- W końcu października przychodzi list z Zasławia od Węgiełka, w którym opisuje on wybuch w ruinach zamku, który rozsadził na kawałki kamień i zasypał gruzem studnię. Węgiełek obawia się o życie Wokulskiego, ale przeszukał ruiny i nie znalazł ciała kupca. Jednak Szuman jest przekonany, że przyjaciel nie żyje.
"- Ależ zastanów się, panie Ignacy - mówił doktór, z trudnością hamując wzruszenie. -- Pomyśl tylko : widziano go w Dąbrowie, jak kupował naboje, potem widziano go w okolicach Zasławka, a nareszcie w samym Zasławiu. Myślę, że w zamku musiało coś kiedyś zajść między nim a tą... tą potępienicą. Bo nawet mnie raz wspomniał, że chciałby zapaść się pod ziemię tak głęboko jak studnia zasławska..."
Rzecki ma inną hipotezę:
"Stacha po prostu dręczyły wspomnienia tego zamku, więc chciał go zniszczyć, jak Ochocki zniszczył grecką gramatykę, kiedy się na niej przepracował. Jest to także odpowiedź dana tej pannie, która podobno co dzień jeździła tęsknić do tych gruzów..."
Szuman wygłasza swoją opinię na temat miejsca romantyków we współczesnym świecie:
- Romantycy muszą wyginąć, to darmo; dzisiejszy świat nie dla nich... Powszechna jawność sprawia to, że już nie wierzymy ani w anielskość kobiet, ani w możliwość ideałów. Kto tego nie rozumie, musi zginąć albo dobrowolnie sam ustąpić... Ale jaki to człowiek stylowy!... - zakończył. - Umarł przywalony resztkami feudalizmu. Zginął, aż ziemia zadrżała... Ciekawy typ, ciekawy...
- W sobotę wieczorem Rzeckiego spotyka straszna przykrość: układając towar na wystawie odkrywa, że jest śledzony przez subiekta, czy czegoś nie kradnie, bo właścicielowi nie mieści się w głowie, że ktoś chce pracować za darmo. Stary subiekt jest tym faktem bardzo poruszony. "Mnie zrobili złodziejem!... Stach powierzał mi krocie, a ten, bestia, lęka się o swoje tandeciarskie towary..." Silne emocje wywołują atak serca. Rzecki umiera w niedzielę przed południem. Przed śmiercią widzi całe swoje życie. O drugiej po południu odnajduje go służący Kazimierz.
- W tym samym czasie Szumana odwiedza Ochocki i opowiada, że właśnie odprowadził na pociąg Izabelę, która wyjechała za granicę, aby wstąpić do klasztoru. Chce też powiedziec coś o Wokulskim, ale przerywa mu przybycie Kazimierza.
- W mieszkaniu Rzeckiego są już Maruszewicz i Szlangbaum, którzy przyszli dopilnować swoich interesów oraz Węgrowicz i Szprot. Doktor jest poruszony śmiercią przyjaciela:
"- Przypatrz mu się pan... - rzekł doktór wskazując na zwłoki.- Ostatni to romantyk!... Jak oni się wynoszą... Jak oni się wynoszą... (...) Ochocki ujął zimną już rękę Rzeckiego i pochylił się, jakby chcąc mu coś szepnąć do ucha. Nagle w bocznej kieszeni zmarłego spostrzegł wysunięty do połowy list Węgiełka i machinalnie przeczytał nakreślone wielkimi literami wyrazy: Non omnis moriar...
- Masz rację... - rzekł jakby do siebie.
- Ja mam rację?... - zapytał doktór. - Wiem o tym od dawna.
Ochocki milczał".


Kalendarium wydarzeń  "Lalki"

1814(?) - przypuszczalna data narodzin Tomasza Łęckiego (obecnie ma lat sześćdziesiąt kilka)
1820-25 - przypuszczalna data narodzin Ignacego Rzeckiego
1832 - narodziny Stanisława Wokulskiego: w roku 1860 jako subiekt Hopfera miał lat dwadzieścia parę (rozmowa Węgrowicza z Deklewskim w jadłodajni rozdz. I), w roku 1877 przed wyjazdem do Bułgarii ma 45 lat - (rozmowa z Wokulskiego z Szumanem w rozdz. VIII)
1840 - Rzecki po śmierci ojca zaczyna termin w sklepie Jana Mincla
1846 - Rzecki zostaje subiektem, Mincel-senior umiera
1848 (luty) - Ignacy Rzecki i August Katz wyjeżdżają na Węgry i biorą udział w Wiośnie Ludów
1850 - Jan Mincel-junior przenosi sklep galanteryjny na Krakowskie Przedmieście
1852 - narodziny Izabeli Łęckiej (w 1870 r., podczas oświadczyn Wiktora Emanuela, miała 18 lat)
1853 - Rzecki wraca z zagranicy
1853 - po Wielkanocy Jan Mincel żeni się z Małgorzatą Pfeifer
1856 - Franc Mincel umiera na karbunkuł (czyrak)
1860 - Wokulski jest subiektem u Hopfera (interesuje się nim Kasia Hopferówna)
1961 - Wokulski rezygnuje z pracy i przenosi się do Rzeckiego
1862 - Wokulski studiuje w Szkole Głównej
1863 - Wokulski bierze udział w powstaniu styczniowym i trafia na Sybir
1864-70 - Wokulski przebywa w Rosji, gdzie zajmuje się nauką
1070 - śmierć Jana Mincla
1871 - Rzecki swata Wokulskiego z  wdową po Janie Minclu
1872 - Wokulski żeni się z Małgorzatą Minclową
1876 - śmierć Małgorzaty Pfeifer/Mincel/Wokulskiej
1877 - (pół roku po śmierci żony) Wokulski widzi w teatrze Izabelę Łęcką i zakochuje się w niej
1877 (lipiec) - wyjazd Wokulskiego na wojnę krymską w interesach (ma wtedy 45 lat)
1878 (początek marca) - powrót Wokulskiego z zagranicy (przebywał tam osiem miesięcy)
1878 (lato) - śmierć Tomasza Łęckiego