środa, 6 kwietnia 2016

POEZJA POLSKA W PIGUŁCE - post w przygotowaniu

Oto krótki przegląd poezji polskiej od średniowiecza do współczesności: charakterystyczne cechy, przedstawiciele, ważne tytuły. Teksty utworów oznaczonych gwiazdką - na dole strony. Miłej lektury.

ŚREDNIOWIECZE
Cechy poezji średniowiecznej:
- popularne gatunki: pieśni religijne, dialogi eschatologiczne (o sprawach ostatecznych), poezja świecka (okolicznościowa, miłosna itp.)
- anonimowość twórców
- utwory: Bogurodzica*, Lament świętokrzyski* (czyli Żale Matki Boskiej pod krzyżem; Posłuchajcie bracia miła lub Plankt świętokrzyski), Rozmowa Mistrza Polikarpa ze śmiercią

RENESANS
Cechy poezji renesansowej:
- źródła: biblia i antyk
- popularne gatunki: pieśń, psalm, hymn, tren, fraszka
- odejście od anonimowości twórcy
- poeta jako jednostka wybitna (exegi monumentum)
- klasyczna doskonałość formy i treści przekazu  = harmonijna kompozycja, przestrzeganie zasad gatunkowych, decorum (styl adekwatny do tematyki), równowaga wewnętrzna, rytm przyrody, racjonalizm, stoicyzm

Przedstawiciele:
  • Mikołaj Rej - pierwszy piszący po polsku
  • Jan Kochanowski (1530-1584) - ojciec poezji polskiej
Dorobek twórczy Kochanowskiego:
dramat - Odprawa posłów greckich
ok. 300 fraszek (O doktorze Hiszpanie*, Na lipę*, Na zdrowie*, Na dom w Czarnolesie*, Do gór i lasów*, O żywocie ludzkim*)
19 trenów (cykl) (tren V*, VII*, VIII*, X*, XII*, XIII*, XIX-Sen*)
49 pieśni (Serce roście*, Nie porzucaj nadzieje*, (O cnocie)*, Wy, którzy Pospolitą Rzeczą wladacie*, Niezwykłym i nie leda piórem opatrzony*, Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary*
przekład "Psałterza Dawidów"
  • Mikołaj Sęp-Szarzyński - prekursor baroku (zatem poezja ukazująca kruchość ludzkiego życia i lęk przed utratą możliwości zbawienia) 
6 sonetów, epitafia, pieśni religijne, tłumaczenie Psałterza

BAROK
Cechy poezji barokowej:
- źródła: biblia i liryka średniowieczna
- główna tematyka: vanitas - przemijanie wszystkiego, co doczesne; tragizm ludzkiego losu,
- gatunki: sonet, psalm, hymn, pieśń, oda
- odrzucenie dydaktycznej funkcji literatury
- kunsztowna budowa wiersza oparta na koncepcie (zaskakujące matafory i puenty)
- koncepcja jedności przeciwieństw - zasada paradoksu
- długie i skomplikowane zdania, zastosowanie inwersji (szyk przestawny) i przerzutni (przeniesienie części zdania do następnego wersu)
- zaburzone proporcje, nieregularnośc formy
- odejście od harmonijnej wizji świata
-

Przedstawiciele:
Jan Andrzej Morsztyn nurt dworski: (Do trupa*, Niestatek I*, Niestatek II*, Cuda miłości)

Daniel Naborowski - nurt dworski: (Marność*, Krótkość żywota*, Cnota grunt wszystkiemu*)
Wacław Potocki

OŚWIECENIE
ROMANTYZM
POZYTYWIZM
MŁODA POLSKA
Kazimierz Przerwa-Tetmajer (Koniec XX wieku; Melodia mgieł nocnych)
Jan Kasprowicz
Leopold Staff (Kowal, Przedśpiew)
Bolesław Leśmian (Dziewczyna, W malinowym chruśniaku, Dusiołek)

DWUDZIESTOLECIE MIĘDZYWOJENNE
Grupy poetyckie:
Skamander (1918-1939), czasopismo "Skamander" i kawiarnia/kabaret "Pod Pikadorem": 
Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jan Lechoń, Jaroslaw Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński
- brak konkretnego programu, zróżnicowanie tematyczne i poetyckie
- poetyka codzienności (kolokwializmy, wulgaryzmy, przeciętny bohater, )
- radość życia, humor, absurd,
- zerwanie ze służebnością literatury

Awangarda Krakowska (1922-1927), czasopismo "Zwrotnica):
Tadeusz Peiper, Julian Przyboś, Jan Brzękowski, Jalu Kurek, Adam Ważyk
- kult 3xM: miasto, masa, maszyna
- konstruktywizm = minimum słów, maksimum skojarzeń
- artysta jako konstruktor pięknych zdań
- nowe środki wyrazu artystycznego, nowoczesna metaforyka
- zbliżenie rytmu poezji do rytmu prozy
- antysentymentalizm = powściągliwość emocjonalna, zastępowanie bezpośrednich wyznań symbolami, pseudonimami lub ekwiwalentami uczuć
- prezentyzm = opisywanie teraźniejszości

Futuryści (1918-1923),
Tytus Czyżewski, Bruno Jasieński, Stanisław Młodożeniec, Aleksander Wat, Anatol Stern
- wyzwolenie języka z reguł ortograficznych, gramatycznych i interpunkcyjnych; propagowanie pisowni fonetycznej
- odrzucenie historii i tradycji
- kult przemocy i wojny
- prowokacje i happeningi

Druga Awangarda, m.in Żagary (lata 30. XXw.):
Czesław Miłosz, Aleksander Rymkiewicz, Jerzy Zagórski Jerzy Putrament, Teodor Bujnicki
- nastroje katastroficzne spowodowane zagrożeniem wojną

II WOJNA ŚWIATOWA (1939-1945)
Krzysztof Kamil Baczyński, Tadeusz Gajcy

WSPÓŁCZESNOŚĆ


TEKSTY UTWORÓW

ŚREDNIOWIECZE:

Bogurodzica
Bogurodzica, dziewica, Bogiem sławiena Maryja!
Twego syna, Gospodzina, matko zwolena Maryja,
Zyszczy nam, spuści nam.
Kiryjelejzon.

Twego dziela krzciciela, Bożyce,
Usłysz głosy, napełń myśli człowiecze.
Słysz modlitwę, jąż nosimy,
A dać raczy, jegoż prosimy,
A na świecie zbożny pobyt,
Po żywocie rajski przebyt.
Kiryjelejzon.

Lament świętokrzyski
Posłuchajcie, bracia miła,
Kcęć wam skorżyć krwawą głowę;
Usłyszycie moj zamętek,
Jen mi się [z]stał w Wielki Piątek.
Pożałuj mię, stary, młody,
Boć mi przyszły krwawe gody.
Jednegociem Syna miała
I tegociem ożalala.
Zamęt ciężki dostał się mie, ubogiej żenie,
Widzęć rozkrwawione me miłe narodzenie;
Ciężka moja chwila, krwawa godzina,
Widzęć niewiernego Żydowina,
Iż on bije, męczy mego miłego Syna.

Synku miły i wybrany,
Rozdziel z matką swoją rany.
A wszakom cię, Synku miły, w swem sercu nosiła,
A takież tobie wiernie służyła.
Przemów k matce, bych się ucieszyła,
Bo już jidziesz ode mnie, moja nadzieja miła.

Synku, bych cię nisko miała,
Niecoć bych ci wspomagała.
Twoja główka krzywo wisa, tęć bych ja podparła,
Krew po tobie płynie, tęć bych ja utarła,
Picia wołasz, picia-ć bych ci dała,
Ale nie lza dosiąc twego świętego ciała.

O anjele Gabryjele,
Gdzie jest ono twe wesele,
Cożeś mi go obiecował tak barzo wiele
A rzekący: "Panno, pełna jeś miłości!"
A ja pełna smutku i żałości.
Spróchniało we mnie ciało i moje wszytki kości.

Proścież Boga, wy miłe i żądne maciory,
By wam nad dziatkami nie były takie to pozory,
Jele ja, nieboga, ninie dziś zeźrzała
Nad swym, nad miłym Synem krasnym,
Iż on cirpi męki nie będąc w żadnej winie.
 Nie mam ani będę mieć jincgo,
Jedno ciebie, Synu, na krzyżu rozbitego.

RENESANS
Jan Kochanowski: O doktorze Hiszpanie
"Nasz dobry doktor spać się od nas bierze,
Ani chce z nami doczekać wieczerze."
"Dajcie mu pokój! najdziem go w pościeli,
A sami przedsię bywajmy weseli!"
"Już po wieczerzy, pódźmy do Hiszpana!"
"Ba, wierę, pódźmy, ale nie bez dzbana."
"Puszczaj, doktorze, towarzyszu miły!"
Doktor nie puścił, ale drzwi puściły.
"Jedna nie wadzi, daj ci Boże zdrowie!"
"By jeno jedna" - doktor na to powie.
Od jednej przyszło aż więc do dziewiąci,
A doktorowi mózg się we łbie mąci.
"Trudny - powiada - mój rząd z tymi pany:
Szedłem spać trzeźwio, a wstanę pijany."

Jan Kochanowski: O żywocie ludzkim
Fraszki to wszytko, cokolwiek myślemy,
Fraszki to wszytko, cokolwiek czyniemy;
Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy,
Próżno tu człowiek ma co mieć na pieczy.
Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława,
Wszystko to minie jako polna trawa;
Naśmiawszy się nam i naszym porządkom,
Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.

Jan Kochanowski: Na lipę
Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie!
Nie dójdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,
Choć się nawysszej wzbije, a proste promienie
Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.
Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,
Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają.
Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły
Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły.
A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,
Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.
Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie
Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie.

Jan Kochanowski: Na dom w Czarnolesie
Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;
Raczyż błogosławieństwo dać do końca swoje! 
Inszy niechaj pałace marmórowe mają 
I szczerym złotogłowem ściany obijają, 
Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,
A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym, 
Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością, 
Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

Jan Kochanowski: Na zdrowie
Ślachetne zdrowie, 
Nikt się nie dowie, 
Jako smakujesz, 
Aż się zepsujesz. 
Tam człowiek prawie 
Widzi na jawie 
I sam to powie, 
Że nic nad zdrowie 
Ani lepszego, 
Ani droższego;
Bo dobre mienie, 
Perły, kamienie, 
Także wiek młody 
I dar urody, 
Mieśca wysokie, 
Władze szerokie 
Dobre są, ale - 
Gdy zdrowie w cale. 
Gdzie nie masz siły, 
I świat niemiły. 
Klinocie drogi, 
Mój dom ubogi 
Oddany tobie 
Ulubuj sobie!

Jan Kochanowski: Do gór i lasów
Wysokie góry i odziane lasy!
Jako rad na was patrzę, a swe czasy
Młodsze wspominam, które tu zostały,
Kiedy na statek człowiek mało dbały.
Gdziem potym nie był? Czegom nie skosztował?
Jażem przez morze głębokie żeglował,
Jażem Francuzy, ja Niemce, ja Włochy,
Jażem nawiedził Sybilline lochy.
Dziś żak spokojny, jutro przypasany
Do miecza rycerz; dziś miedzy dworzany
W pańskim pałacu, jutro zasię cichy
Ksiądz w kapitule, tylko że nie z mnichy
W szarej kapicy a z dwojakim płatem;
I to czemu nic, jesliże opatem?
Taki był Proteus, mieniąc się to w smoka,
To w deszcz, to w ogień, to w barwę obłoka.
Dalej co będzie? Śrebrne w głowie nici,
A ja z tym trzymam, kto co w czas uchwyci.

Jan Kochanowski: TREN V
Jako oliwka mała pod wysokim sadem
Idzie z ziemie ku górze macierzyńskim śladem,
Jeszcze ani gałązek, ani listków rodząc,
Sama tylko dopiro szczupłym prątkiem wschodząc

Tę jesli, ostre ciernie lub rodne pokrzywy
Uprzątając, sadownik podciął ukwapliwy,
Mdleje zaraz, a zbywszy siły przyrodzonej,
Upada przed nogami matki ulubionej -
Takci się mej namilszej Orszuli dostało.
Przed oczyma rodziców swoich rostąc, mało
Od ziemie się co wznióswszy, duchem zaraźliwym
Srogiej Śmierci otchniona, rodzicom troskliwym
U nóg martwa upadła. O zła Persefono,
Mogłażeś tak wielu łzam dać upłynąć płono?

Jan Kochanowski: TREN VII
Nieszczęsne ochędóstwo, żałosne ubiory
Mojej namilszej cory!
Po co me smutne oczy za sobą ciągniecie,
Żalu mi przydajecie?
Już ona członeczków swych wami nie odzieje -
Nie masz, nie masz nadzieje!
Ujął ją sen żelazny, twardy, nieprzespany...
Już letniczek pisany
I uploteczki wniwecz, i paski złocone,
Matczyne dary płone.
Nie do takiej łożnice, moja dziewko droga,
Miała cię mać uboga
Doprowadzić! Nie takąć dać obiecowała
Wyprawę, jakąć dała!
Giezłeczkoć tylko dała a lichą tkaneczkę;
Ojciec ziemie brełeczkę
W główki włożył. - Niestetyż, i posag, i ona
W jednej skrzynce zamkniona!

Jan Kochanowski: TREN VIII
Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,
Moja droga Orszulo, tym zniknieniem swoim!
Pełno nas, a jakoby nikogo nie było:
Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło.
Tyś za wszytki mówiła, za wszytki spiewała,
Wszytkiś w domu kąciki zawżdy pobiegała.
Nie dopuściłaś nigdy matce się frasować
Ani ojcu myśleniem zbytnim głowy psować,
To tego, to owego wdzięcznie obłapiając
I onym swym uciesznym śmiechem zabawiając.
Teraz wszytko umilkło, szczere pustki w domu,
Nie masz zabawki, nie masz rozśmiać się nikomu.
Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje,
A serce swej pociechy darmo upatruje.

Jan Kochanowski: TREN X
Orszulo moja wdzięczna, gdzieś mi się podziała?
W którą stronę, w którąś się krainę udała ?
Czyś ty nad wszytki nieba wysoko wniesiona
I tam w liczbę aniołków małych policzona?
Czyliś do raju wzięta? Czyliś na szczęśliwe
Wyspy zaprowadzona? Czy cię przez teskliwe
Charon jeziora wiezie i napawa zdrojem
Niepomnym, że ty nie wiesz nic o płaczu mojem?
Czy, człowieka zrzuciwszy i myśli dziewicze,
Wzięłaś na się postawę i piórka słowicze?
Czyli się w czyścu czyścisz, jesli z strony ciała
Jakakolwiek zmazeczka na tobie została?
Czyś po śmierci tam poszła, kędyś pierwej była,
Niżeś się na mą ciężką żałość urodziła?
Gdzieśkolwiek jest, jeś1iś jest, lituj mej żałości,
A nie możesz li w onej dawnej swej całości,
Pociesz mię, jako możesz, a staw ‘ się przede mną
Lubo snem, lubo cieniem, lub marą nikczemną!

Jan Kochanowski: TREN XII
Żaden ojciec podobno barziej nie miłował
Dziecięcia, żaden barziej nad mię nie żałował.
A też ledwe się kiedy dziecię urodziło,
Co by łaski rodziców swych tak godne było.
Ochędożne, posłuszne, karne, niepieszczone,
Śpiewać, mówić, rymować jako co uczone;
Każdego ukłon trafić, wyrazić postawę,
Obyczaje panieńskie umieć i zabawę;
Roztropne, obyczajne, ludzkie, nierzewniwe,
Dobrowolne, układne, skromne i wstydliwe.
Nigdy ona po ranu karmie nie wspomniała,
Aż pierwej Bogu swoje modlitwy oddała.
Nie poszła spać, aż pierwej matkę pozdrowiła
I zdrowie rodziców swych Bogu poruczyła.
Zawżdy przeciwko ojcu wszytki przebyć progi,
Zawżdy się uradować i przywitać z drogi,
Każdej roboty pomóc, do każdej posługi
Uprzedzić było wszytki rodziców swych sługi.
A to w tak małym wieku sobie poczynała,
Że więccj nad trzydzieści miesięcy nie miała.
Tak wiele cnót jej młodość i takich dzielności
Nie mogła znieść; upadła od swejże bujności,
Żniwa nie doczekawszy! Kłosie mój jedyny,
Jeszcześ mi się był nie zstał, a ja, twej godziny
Nie czekając, znowu cię w smutną ziemię sieję!
Ale pospołu z tobą grzebę i nadzieję:
Bo już nigdy nie wznidziesz ani przed mojema
Wiekom wiecznie zakwitniesz smutnymi oczema.

Jan Kochanowski: TREN XIII
Moja wdzięczna Orszulo, bodaj ty mnie była
Albo nie umierała lub się nie rodziła!
Małe pociechy płacę wielkim żalem swoim
Za tym nieodpowiednym pożegnaniem twoim.
Omyliłaś mię jako nocny sen znikomy,
Który wielkością złota cieszy zmysł łakomy,
Potem nagle uciecze, a temu na jawi
Z onych skarbów jeno chęć a żądzą zostawi.
Takeś ty mnie, Orszulo droga, uczyniła:
Wielkieś nadzieje w moim sercu roznieciła,
Potymeś mię, smutnego, nagle odbieżała
I wszytki moje z sobą pociechy zabrała.
Wzięłaś mi, zgoła mówiąc, dusze połowicę;
Ostatek przy mnie został na wieczną tesknicę.
Tu mi kamień, murarze, ciosany połóżcie;
A na nim tę nieszezęsną pamiątkę wydróżcie:
"Orszula Kochanowska tu leży, kochanie
Ojcowe olbo raczej płacz i narzekanie.
Opakeś to, niebaczna śmierci, udziałała:
Nie jać onej, ale mnie ona plakać miała."

Jan Kochanowski: TREN XIX - SEN
Żałość moja długo w noc oczu mi nie dała
Zamknąć i zemdlonego upokoić ciała;
Ledwie miç na godzinę przed świtaniem swymi
Sen leniwy obłapił skrzydły czarnawymi.
Natenczas mi się matka własnie ukazała,
A na ręku Orszulę moję wdzięczną miała,
Jaka więc po paciorek do mnie przychodziła,
Skoro z swego posłania rano się ruszyła.
Giezłeczko białe na niej, włoski pokręcone,
Twarz rumiana, a oczy ku śmiechu skłonione.
Patrzę, co dalej będzie, aż matka tak rzecze:
"Śpisz, Janie’? czy cię żałość twoja zwykła piecze?"
Zatym-em ciężko westchnął i tak mi się zdało,
Żem się ocknął. - A ona, pomilczawszy mało,
Znowu mówić poczęła: "Twój nieutolony
Płacz, synu mój, przywiódł mię w te tu wasze strony
Z krain barzo dalekich, a łzy gorzkie twoje
Przeszły aż i umarłych tajemne pokoje.
Przyniosłam ci na ręku wdzięczną dziewkę twoję,
Abyś ją mógł oględać jeszcze, a tę swoję
Serdeczną żałość ujął, która tak ujmuje
Sił twoich i tak zdrowie nieznacznie twe psuje,
Jako ogień suchy knot obraca w perzyny,
Darmo nie upuszczając namniejszej godziny.
Czyli nas już umarłe macie za stracone
I którym już na wieki słońce jest zgaszone?
A my, owszem, żywiemy żywot tym ważniejszy,
Czym nad to grube ciało duch jest szlachetniejszy.
Ziemia w ziemię się wraca, a duch, z nieba dany,
Miałby zginąć ani na miejsca swe wezwany?
O to się ty nie frasuj, a wierz niewątpliwie,
Że twoja namilejsza Orszuleczka żywie.
A tu więc takim ci się kształtem ukazała,
Jakoby się śmiertelnym oczom poznać dała.
Ale między anioły i duchy wiecznymi
Jako wdzięczna jutrzenka świeci, a za swymi
Rodzicami się modli, jako to umiała
Z wami będąc, choć jeszcze słów nie domawiała.
Jesliżeć też stąd  roście żałość, że jej lata
Pierwej są przyłomione, niżli tego świata
Rozkoszy zażyć mogła? O biedne i płone
Rozkoszy wasze, które tak są usadzone,
Że w nich więcej frasunków i żałości więcej !
Czego ty doznać możesz sam  z siebie napręcej !
Ucieszyłeś się kiedy z dziewki swej tak wiele,
Żeby pociecha twoja i ono wesele
Mogło porównać z twoim dzisiejszym kłopotem?
Nie rzeczesz tego, widzę! Także trzymaj o tem,
Jakoś doznał, ani się frasuj, że tak rana
Twojej ze wszech namilszej dziewce śmierć zesłana!
Nie od rozkoszyć poszła; poszłać od trudności,
Od pracej, od frasunków, od łez, od żałości,
Czego świat ma tak wiele, że by też co było
W tym doczesnym żywocie człowieczeństwu miło,
Musi smak swój utracić prze wielkość przysady,
A przynamniej prze bojaźń nieuchronnej zdrady.
Czegóż płaczesz, prze Boga? Czegóż nie zażyła?
Że sobie swym posagiem pana nie kupiła?
Że przegróżek i cudzych fuków nie słuchała?
Że boleści w rodzeniu dziatek nie uznała?
Ani umie powiedzieć, czego jej troskliwa
Matka doszła: co z więtszym utrapieniem bywa,
Czy je rodzić, czy je grześć? - Takieć pospolicie
Przysmaki wasze, czym wy sobie świat słodzicie! -
W niebie szczere rozkoszy, a do tego wieczne,
Od wszelakiej przekazy wolne i bezpieczne;
Tu troski nie panują tu pracej nie znają,
Tu nieszczęście, tu miejsca przygody nie mają
Tu choroby nie najdzie, tu nie masz starości,
Tu śmierć, łzami karmiona, nie ma już wolności.
Żyjem wiek nieprzeżyty, wiecznej używamy
Dobrej myśli, przyczyny wszytkich rzeczy znamy.
Słońce nam zawżdy świeci, dzień nigdy nie schodzi
Ani za sobą nocy niewidomej wodzi.
Twórcę wszech rzeczy widziem w Jego majestacie,
Czego wy, w ciele będąc, prózno upatrzacie.
Tu w czas obróć swe myśli, a chowaj się na te
Nieodmienne, synu mój, rozkoszy bogate!
Doznałeś, co świat umie i jego kochanie;
Lepiej na czym ważniejszym zasadź swe staranie!
Dziewka twoja dobry los, możesz wierzyć, wzięła,
A właśnie w swoich rzeczach sobie tak poczęła,
Jako gdy kto, na morze nowo się puściwszy,
A tam niebezpieczeństwo wielkie obaczywszy,
Woli nazad do brzegu. Drudzy, co podali
Żagle wiatrom, na ślepe skały powpadali;
Ten mrozem zwyciężony, ten od głodu zginął,
Rzadki, co by do brzegu na desce przypłynął.
Śmierci zniknąć nie mogła, by też dobrze była
Onę dawną Sybillę wiekiem swym przeżyła.
To, co miało być potym, uprzedzić wolała;
Tymże mniej tego świata niewczasów doznała,
Drugie po swych namilszych rodzicach zostają
I ciężkiego siroctwa, nędzne, doznawają.
Wypchną drugą za męża leda jako z domu,
A majętność zostanie, sam to Bóg wie komu.
Biorą drugie i gwałtem, a biorą i swoi,
Ale i w hordach część się wielka ich zostoi,
Gdzie w niewoli pogańskiej i w służbie sromotnej
Łzy swe piją czekając śmierci wszytkokrotnej.
Tego twej wdzięcznej dziewce bać się już nie trzeba,
Która w swych młodych leciech wzięta jest do nieba
Żadnych frasunków tego świata nie doznawszy
Ani grzechem dusze swej drogiej pomazawszy.
Jej tedy rzeczy, synu - nie masz wątpliwości -
Dobrze poszły, ani stąd używaj żałości !
Swoje szkody tak szacuj i omyłki swoje,
Abyś nie przepamiętał, że baczenie twoje
I stateczność jest droższa! W tę bądź przedsię panem,
Jako się kolwiek czujesz w pociechy obranem.
Człowiek urodziwszy się zasiadł w prawie takim,
Że ma być jako celem przygodom wszelakim;
Z tego trudno się zdzierać! Pocznimy, co chcemy,
Jeśli po dobrej woli nie pójdziem, musiemy,
A co wszystkich jednako ciśnie, nie wiem, czemu
Tobie ma być, synu mój, naciężej jednemu.
Śmiertelna jako i ty twoja dziewka była:
Póki jej zamierzony kres był, póty żyła.
Krótko wprawdzie! ale w tym człowiek nic nie włada,
A wyrzec też, co lepiej, niełacno przypada.
Skryte są Pańskie sądy; co się Jemu zdało,
Nalepiej, żeby się też i nam podobało.
Łzy w tej mierze niepłatne; gdy raz dusza ciała
Odbieży, prózno czekać, by się wrócić miała.
Ale człowiek nie zda się praw szczęściu w tej mierze,
Że szkody pospolicie tylko przed się bierze,
A tego baczyć nie chce ani mieć w pamięci,
Co mu też czasem padnie wedle jego chęci.
Tać jest władza Fortuny, mój namilszy synie,
Żc nie tak uskarżać się, kiedy nam co zginie
Jako dziękować trzeba, że wżdam co zostało,
Bo to wszytko nieszczęście w ręku swoich miało.
A tak i ty, folgując prawu powszechnemu,
Zagródź drogę do serca upadkowi swemu
A w to patrzaj, co uszło ręku złej przygody;
Zyskiem człowiek zwać musi, w czym nie popadł szkody
Na koniec, w co się on koszt i ona utrata,
W co się praca i twoje obróciły lata,
Któreś ty niemal wszytkie strawił nad księgami,
Mało się bawiąc świata tego zabawami?
Teraz by owoc zbierać swojego szczepienia
I ratować w zachwianiu mdłego przyrodzenia!
Cieszyłeś przedtym insze w takiejże przygodzie:
I będziesz w cudzej czulszy niżli w swojej szkodzie?
Teraz, mistrzu, sam się lecz! Czas doktór każdemu,
Ale kto pospolitym torem gardzi, temu
Tak póznego lekarstwa czekać nie przystoi!
Rozumem ma uprzedzić, co insze czas goi.
A czas co ma za fortel? Dawniejsze świeżymi
Przypadkami wybija, czasem weselszymi
Czasem też z tejże miary; co człowiek z baczeniem
Pierwej, niż przyjdzie, widzi i takim myśleniem
Przyszłych rzeczy nie wciąga, przyszłych upatruje
I serce na oboję fortunę gotuje.
Tego się, synu, trzymaj, a ludzkie przygody
Ludzkie noś; jeden jest Pan smutku i nagrody."
Tu zniknęła. - Jam się też ocknął. - Aczciem prawie
Niepewien, jeslim przez sen słuchał czy na jawie.

Epitafium Hannie Kochanowskiej
I tyś, Hanno, za siostrą prędko pospieszyła
I przed czasem podziemne kraje nawiedziła,
Aby ociec nieszczęsny za raz odżałował
Wszytkiego, a na trwalsze rozkoszy się chował.

Jan Kochanowski: Serce roście [ks.I/II]

Serce roście patrząc na te czasy!

Mało przed tym gołe były lasy,

Śnieg na ziemi wysszej łokcia leżał,

A po rzekach wóz nacięższy zbieżał.


Teraz drzewa liście na się wzięły,
Polne łąki pięknie zakwitnęły;
Lody zeszły, a po czystej wodzie
Idą statki i ciosane łodzie.
Teraz prawie świat się wszystek śmieje,
Zboża wstały, wiatr zachodny wieje;
Ptacy sobie gniazda omyślają,
A przede dniem śpiewać poczynają.
Ale to grunt wesela prawego,
Kiedy człowiek sumnienia całego
Ani czuje w sercu żadnej wady,
Przeczby się miał wstydać swojej rady.
Temu wina nie trzeba przylewać
Ani grać na lutni, ani śpiewać;
Będzie wesół, byś chciał, i o wodzie,
Bo się czuje prawie na swobodzie.
Ale kogo gryzie mól zakryty,
Nie idzie mu w smak obiad obfity;
Żadna go pieśń, żadny głos nie ruszy,
Wszystko idzie na wiatr mimo uszy.
Dobra myśli, której nie przywabi,
Choć kto ściany drogo ujedwabi,
Nie gardź moim chłodnikiem chruścianym;
A bądź ze mną, z trzeźwym i z pijanym!

Jan Kochanowski: Nie porzucaj nadzieje [ks.II/IX]
Nie porzucaj nadzieje,
Jakoć się kolwiek dzieje:
Bo nie już słońce ostatnie zachodzi,
A po złej chwili piękny dzień przychodzi.
Patrzaj teraz na lasy,
Jako prze zimne czasy
Wszystkę swą krasę drzewa utraciły,
A śniegi pola wysoko przykryły.
Po chwili wiosna przyjdzie,
Ten śnieg z nienagła zyjdzie,
A ziemia, skoro słońce jej zagrzeje,
W rozliczne barwy znowu się odzieje.
Nic wiecznego na świecie:
Radość się z troską plecie,
A kiedy jedna weźmie moc nawiętszą,
Wtenczas masz ujźrzeć odmianę naprędszą.
Ale człowiek zhardzieje,
Gdy mu się dobrze dzieje;
Więc też, kiedy go Fortuna omyli,
Wnet głowę zwiesi i powagę zmyli.
Lecz na szczęście wszelakie
Serce ma być jednakie;
Bo z nas Fortuna w żywe oczy szydzi,
To da, to weźmie, jako się jej widzi.
Ty nie miej za stracone,
Co może być wrócone:
Siła Bóg może wywrócić w godzinie;
A kto mu kolwiek ufa, nie zaginie.

Jan Kochanowski: (O cnocie) [ks.II/XII]
Nie masz, i po drugi raz nie masz wątpliwości,
Żeby cnota miała być kiedy bez zazdrości:
Jako cień nieodstępny ciała naszladuje,
Tak za cnotą w też tropy zazdrość postępuje.
Nie może jej blasku znieść ani pojźrzec w oczy,
Boleje, że kto przed nią kiedy wysszej skoczy;
A iż baczy po sobie, że się wspinać prózno,
Tego ludziom uwłóczy, w czym jest od nich rózno.
Ale człowiek, który swe pospolitej rzeczy
Służby oddał, tej krzywdy nie ma mieć na pieczy;
Dosyć na tym, kiedy praw, ani niesie wady;
Niechaj drugi boleje, niech się spuka jady!
Cnota (tak jest bogata) nie może wziąć szkody
Ani się też ogląda na ludzkie nagrody;
Sama ona nagrodą i płacą jest sobie
I krom nabytych przypraw świetna w swej ozdobie.
A jesli komu droga otwarta do nieba,
Tym, co służą ojczyźnie. Wątpić nie potrzeba,
Że co im zazdrość ujmie. Bóg nagradzać będzie,
A cnota kiedykolwiek miejsce swe osiędzie.

Jan Kochanowski: Wy, którzy Pospolitą Rzeczą władacie [ks.II/XIV]
Wy, którzy Pospolitą Rzeczą władacie,
A ludzką sprawiedliwość w ręku trzymacie,
Wy, mówię, którym, ludzi paść poruczono
I zwierzchności nad stadem bożym zwierzono:
Miejcie to przed oczyma zawżdy swojemi,
Żeście miejsce zasiedli boże na ziemi,
Z którego macie nie tak swe własne rzeczy
Jako wszytek ludzki mieć rodzaj na pieczy.
A wam więc nad mniejszymi zwierzchność jest dana,
Ale i sami macie nad sobą pana,
Któremu kiedyżkolwiek z spraw swych uczynić
Poczet macie; trudnoż tam krzywemu wynić.
Nie bierze ten pan darów ani się pyta,
Jesli kto chłop czyli się grofem poczyta;
W siermiędze li go widzi, w złotych li głowach,
Jesli namniej przewinił, być mu w okowach.
Więc ja podobno z mniejszym niebezpieczeństwem
Grzeszę, bo sam się tracę swym wszeteczeństwem;
Przełożonych występki miasta zgubiły
I szerokie do gruntu carstwa zniszczyły.

Jan Kochanowski: 
Niezwykłym i nie leda piórem opatrzony [ks.II/XIV]
Niezwykłym i nie leda piórem opatrzony
Polecę precz, poeta, ze dwojej złożony
Natury: ani ja już przebywać na ziemi
Więcej będę; a więtszy nad zazdrość, ludnemi
Miasty wzgardzę. On, w równym szczęściu urodzony,
On ja, jako mię zowiesz, wielce ulubiony
Mój Myszkowski, nie umrę ani mię czarnymi
Styks niewesoła zamknie odnogami swymi.
Już mi skóra chropawa padnie na goleni,
Już mi w ptaka białego wierzch się głowy mieni;
Po palcach wszędy nowe piórka się puszczają,
A z ramion sążeniste skrzydła wyrastają.
Terazże, nad Ikara prędszy przeważnego,
Puste brzegi nawiedzę Bosfora hucznego
I Syrty Cyrynejskie, Muzom poświęcony
Ptak, i pola zabiegłe za zimne Tryjony.
O mnie Moskwa i będą wiedzieć Tatarowie,
I róznego mieszkańcy świata Anglikowie;
Mnie Niemiec i waleczny Hiszpan, mnie poznają,
Którzy głęboki strumień Tybrowy pijają.
Niech przy próznym pogrzebie żadne narzekanie,
Żaden lament nie będzie ani uskarżanie:
Świec i dzwonów zaniechaj, i mar drogo słanych,
I głosem żałobliwym żołtarzów spiewanych!

Jan Kochanowski: 
Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary [ks.

II/XV]
Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?
Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary?
Kościół Cię nie ogarnie, wszędy pełno Ciebie,
I w otchłaniach, i w morzu, na ziemi, na niebie.
Złota też, wiem, nie pragniesz, bo to wszytko Twoje,
Cokolwiek na tym świecie człowiek mieni swoje.
Wdzięcznym Cię tedy sercem, Panie, wyznawamy,
Bo nad to przystojniejszej ofiary nie mamy.
Tyś pan wszytkiego świata, Tyś niebo zbudował
I złotymi gwiazdami ślicznieś uhaftował;
Tyś fundament założył nieobeszłej ziemi
I przykryłeś jej nagość zioły rozlicznemi.
Za Twoim rozkazaniem w brzegach morze stoi,
A zamierzonych granic przeskoczyć się boi;
Rzeki wód nieprzebranych wielką hojność mają.
Biały dzień, a noc ciemna swoje czasy znają.
Tobie k'woli rozliczne kwiatki Wiosna rodzi,
Tobie k'woli w kłosianym wieńcu Lato chodzi.
Wino Jesień i jabłka rozmaite dawa,
Potym do gotowego gnuśna Zima wstawa.
Z Twej łaski nocna rosa na mdłe zioła padnie,
A zagorzałe zboża deszcz ożywia snadnie;
Z Twoich rąk wszelkie źwierzę patrza swej żywności,
A Ty każdego żywisz z Twej szczodrobliwości.
Bądź na wieki pochwalon, nieśmiertelny Panie!
Twoja łaska, Twa dobroć nigdy nie ustanie.
Chowaj nas, póki raczysz, na tej niskiej ziemi;
Jedno zawżdy niech będziem pod skrzydłami Twemi!


BAROK:
Jan Andrzej Morsztyn: Niestatek
Prędzej kto wiatr w wór zamknie, prędzej i promieni
Słonecznych drobne kąski wżenię do kieszeni,
Prędzej morze burzliwe groźbą uspokoi,
Prędzej zamknie w garść świat ten, tak wielki, jak stoi,
Prędzej pięścią bez swojej obrazy ogniowi
Dobije, prędzej w sieci obłoki połowi,
Prędzej płacząc nad Etną łzami ją zaleje,
Prędzej niemy zaśpiewa, i ten, co szaleje,
Co mądrego przemówi: prędzej stała będzie
Fortuna, i śmierć z śmiechem w jednym domu siędzie,
Prędzej prawdę poeta powie i sen płonny,
Prędzej i aniołowi płacz nie będzie płonny,
Prędzej słońce na nocleg skryje się w jaskini,
W więzieniu będzie pokój, ludzie na pustyni.
Prędzej nam zginie rozum i ustana słowa,

Jan Andrzej Morsztyn: Niestatek
Oczy są ogień, czoło jest zwierciadłem,
Włos złotem, perłą ząb, płeć mlekiem zsiadłem,
Usta koralem, purpurą jagody,
Póki mi, panno, dotrzymujesz zgody.
Jak się zwadzimy - jagody są trądem,
Usta czeluścią, płeć blejwasem bladem,
Ząb szkapią kością, włosy pajęczyną,
Czoło maglownią, a oczy perzyną.

Jan Andrzej Morsztyn - Do trupa. Sonet
 Leżysz zabity i jam też zabity,
Ty - strzałą śmierci, ja - strzałą miłości,
Ty krwie. ja w sobie nie mam rumianości.
Ty jawne świece, ja mam płomień skryty.

Tyś na twarz suknem żałobnym nakryty,
Jam zawarł zmysły w okropnej ciemności,
Ty masz związane ręce. ja wolności
Zbywszy mam rozum łańcuchem powity.

Ty jednak milczysz, a mój język kwili,
Ty nic nie czujesz, ja cierpię ból srodze,
Tyś jak lód. a jam w piekielnej śreżodze.

Ty się rozsypiesz prochem w małej chwili,
Ja się nie mogę, stawszy się żywiołem
Wiecznym mych ogniów, rozsypać popiołem.

Daniel Naborowski: Marność
Świat hołduje marności
I wszytkie ziemskie włości;
To na wieki nie minie,
Że marna marność słynie. 
Miłujmy i żartujmy,
Żartujmy i miłujmy, 
Lecz pobożnie, uczciwie,
A co czyste, właściwie. 
Nad wszytko bać się Boga -
Tak fraszką śmierć i trwoga.

Daniel Naborowski: Krótkość żywota 
Godzina za godziną niepojęcie chodzi: 
Był przodek, byłeś ty sam, potomek się rodzi. 
Krótka rozprawa: jutro - coś dziś jest, nie będziesz, 
A żeś był, nieboszczyka imienia nabędziesz; 
Dźwięk, cień, dym, wiatr, błysk, głos, punkt - żywot ludzki słynie. 
Słońce więcej nie wschodzi to, które raz minie, 
Kołem niehamowanym lotny czas uchodzi, 
Z którego spadł niejeden, co na starość godzi. 
Wtenczas, kiedy ty myślisz, jużeś był, nieboże; 
Między śmiercią, rodzeniem byt nasz, ledwie może 
Nazwan być czwartą częścią mgnienia; wielom była 
Kolebka grobem, wielom matka ich mogiła. 

Daniel Naborowski: Cnota grunt wszystkiemu
Fraszka wszytko na świecie, fraszka z każdej strony!
Nic to, choć ty masz pałac kosztem wystawiony,
Nic to, że stół zastawiasz hojnie półmiskami,
Nic to, że-ć złoto, srebro leży gromadami,
Nic to, że gładka żona i domu zacnego,
Nic to, że mnóstwo wnuków liczysz z boku swego,
Nic to, że masz wsi gęste i wielkie osady,
Nic to, że sług za tobą niemałe gromady,
Nic to, że równia nie znasz dowcipowi swemu,
Nic to, że się ty światu podobasz wszytkiemu, 
Nic to, że-ć szczęście płynie nieodmiennym torem,
Nic to, choćbyś opatem abo był pryjorem,
Nic to, choć masz papieskie i carskie korony,
Nic to, że cię wyniosło Szczęście nad Tryjony,
Nic to, byś miał tysiąc lat szczęsne panowanie, 
Bo iż to wszytko mija, za nic wszytko stanie.
Sama cnota i sława, która z cnoty płynie,
Nade wszytko ta wiecznie trwa i wiecznie słynie.
Tą kto żyje, ma dosyć, choć nie ma niczego,
A bez tej kto umiera, już nic ze wszytkiego.

wtorek, 8 marca 2016

CO TRZEBA WIEDZIEĆ O "BALLADYNIE"


1. Co to jest?  To jeden z bardziej znanych utworów epoki romantyzmu - pięcioaktowa tragedia Juliusza Słowackiego pisana wierszem, wydana w 1839 roku, a wystawiona na scenie około 20 lat później. Poeta dedykował ją innemu znanemu twórcy tego okresu - Zygmuntowi Krasińskiemu. Tytuł jest imieniem głównej bohaterki i pochodzi od słowa "ballada" (utwór na motywach ludowych, pełen tajemniczości i grozy). Dramat ten (tragedia jest gatunkiem dramatu obok komedii i dramatu właściwego - w tragedii główny bohater musi zawsze zginąć) jest sceniczną baśnią, bo zawiera wiele elementów fantastycznych. 

2. O czym to jest? Tematyka - to opowieść o biednej wiejskiej dziewczynie, Balladynie, którą ambicja, żądza władzy, a następnie strach przed jej utratą, doprowadziły do szeregu zbrodni. Gdy wreszcie zdobywa najwyższe miejsce w kraju - zostaje królową - dosięga ją ręka boska (ginie rażona piorunem), bo w baśni zło musi zostać ukarane. Problematyka jest o wiele bardziej złożona. W warstwie psychologicznej dotyczy przyczyn, które człowieka tylko potencjalnie złego mogą zmienić w bezwzględnego mordercę. (W szkole średniej będziecie omawiać "Makbeta" i wtedy na pewno przypomni się wam "Balladyna" :-) Wg mnie Słowacki moooocno się zainspirował Szekspirem :-) W warstwie historiozoficznej (historiozofia to inaczej filozofia historii, czyli poszukiwanie sensu dziejów)  utwór porusza problemy narodowego losu Polaków, poprzez ukazanie jego legendarnych początków (historia świętej korony Lecha).

3. Krótkie przypomnienie treści dramatu z podziałem na akty i sceny.

AKT I:
Scena 1: Chatka Pustelnika w lesie nieopodal jeziora Gopło. Kirkor przybywa do mądrego starca po radę w sprawie swojego ożenku. Dowiaduje się, że Pustelnik to dawny władca, Popiel III, 20 lat temu strącony z tronu przez własnego brata, który teraz sprawuje okrutne rządy jako Popiel IV. Pustelnik jest przekonany, że winna nieszczęściom jest fałszywa korona władcy. Prawdziwą - świętą koronę Lecha, wygnany władca zabrał ze sobą i ukrył w lesie. Starzec daje Kirkorowi radę, by ożenił się z ubogą dziewczyną. Ten obiecuje, że przywróci mu władzę. Nastepnie Pustelnik rozmawia z poetą-pasterzem, Filonem, który bezskutecznie poszukuje noszonego w sercu ideału kobiety. 
Scena 2: Inna część lasu nad jeziorem Gopło. Nimfa Goplana budzi się ze snu i opowiada swoim sługom, Chochlikowi i Skierce, że zakochała się w człowieku, którego zimą uratowała przed utonięciem w przerębli. To syn zakrystiana, Grabiec. Jednak nimfa przezywa rozczarowanie, bo wieśniak informuje ją, że spotyka się z Balladyną. Goplana wpada na pomysł, jak się pozbyć rywalki. Każe Chochlikowi wodzić Grabca po lesie, uniemożliwiając mu spotkanie z kochanką, a Skierce sprowadzić Kirkora do chaty Wdowy, żeby poślubił Balladynę.
Scena 3: Chata Wdowy. Kobiety wracają ze żniw. Wdowa marzy o małżeństwie córek: Aliny i Balladyny, z wielkimi panami. Nagle do chaty puka Kirkor, którego powóz zepsuł się na pobliskim moście. Niewidzialny Skierka przystraja obie dziewczyny niewidzialnymi kwiatami, powodując, że panicz zakochuje się w obu naraz i nie umie wybrać, tym bardziej, że obie przysięgają mu miłość. Za podszeptem Skierki Wdowa proponuje konkurs zbierania malin, którego zwyciężczyni zostanie żoną Kirkora. Kiedy gość udaje się na spoczynek do alkowy, Balladyna wychodzi na spotkanie z Grabcem.

AKT II:
scena 1: Wschód słońca w lesie nad jeziorem Gopło. Pijany Grabiec błądzi po lesie prowadzony przez Chochlika, którego postrzega jako czarnego psa albo kota.  Wreszcie zasypia. Goplana dowiaduje się od Skierki, że wieśniak jednak spotkał się w nocy z Balladyną. Rozwścieczona zamienia go w wierzbę a Chochlika za karę zamyka w muszli. Razem ze Skierką chowa się w krzakach, bo nadchodzą siostry. Alina ma pełen dzban malin. Balladyna żąda, aby go jej oddała, wreszcie zabija siostrę nożem i ucieka, plamiąc sobie czoło krwią. Świadkiem zbrodni jest Grabiec-wierzba oraz Skierka i Goplana, która każe słudze sprowadzić Pustelnika i ratować dziewczynę. Tymczasem zwłoki Aliny znajduje Filon i odkrywa, że to właśnie jego ideał kochanki. Chce się zabić, ale w końcu razem z Pustelnikiem przenoszą ciało do chaty. Filon na pamiątkę zrywa gałązkę z wierzby. Balladyna powraca na miejsce zbrodni po dzbanek z malinami. Nie znajduje ciała siostry i myśli, że  Alina ożyła, tym bardziej, że Goplana odzywa się z krzaków jej głosem, sugerując Balladynie, że Kirkor, maliny i zbrodnia to był tylko sen. Dziewczyna woli jednak żyć z piętnem zabójczyni, niż wyrzec się bogactwa i wladzy.  
scena 2: Ganek przed chatą Wdowy. Z lasu wraca Balladyna poprzedzana niespokojnym zachowaniem ptaków, ktore na jej widok uciekają do gniazd. Kirkor wkłada jej pierścień i jedzie po księdza. Dziewczyna mówi matce, że Alina uciekła z jakimś młokosem. Wdowa odkrywa na czole córki plamę z malin, której nie daje się usunąć. Balladyna jest przerażona, bo wie, że to krew Aliny. Tymczasem przybywają Swaty i Drużki oraz nadjeżdża Kirkor z księdzem.

AKT III:
Scena 1: Dopalająca się chata Wdowy. Wieśniacy zazdroszczą szczęścia, jakie niespodziewanie spotkało Wdowę i jej córki. Planują odwiedzić je w zamku. Nadchodzi oszołomiony Grabiec, nikt nie wierzy w jego opowieści o wierzbie.
Scena 2: Sala w zamku Kirkora. Nazajutrz po ślubie Kirkor wyjeżdża na trzy dni, zapowiadając, że po powrocie nie chce widzieć na czole żony czarnej wstążki. Budzi to podejrzliwość Balladyny, która przypuszcza, że mąż już wie o jej zbrodni i pojechał odnaleźć ciało Aliny. Kobieta odnajduje bratnią duszę w dowódcy straży zamkowej, Niemcu Fon Kostrynie, który również czuje się tu obcy. Wstydząc się własnego pochodzenia, Balladyna odprawia chłopskich gości matki, a ją samą izoluje poprzez zamknięcie w wieży. Kostrynowi obiecuje przywileje za zachowanie w tajemnicy informacji o jej chłopskich korzeniach.
Scena 3: Las przed chatką Pustelnika. Tymczasem Pustelnik pokazuje Kirkorowi złotą koronę Lecha i liczy, że przy jego pomocy odzyska tron. Sugeruje mu także, aby sprawdził lojalność i posłuszeństwo swej świeżo poślubionej malżonki, posyłając jej zapieczętowaną skrzynię, której nie wolno będzie otworzyć aż do jego powrotu. Po odjeździe Kirkora pojawia się Filon rozpaczający po stracie Aliny. Wreszcie przybywa Balladyna, licząc na to, że mądry starzec usunie jej plamę z czoła. Pustelnik odgaduje, że to ona jest zbrodniarką. Mówi, że plama może zniknąć dopiero po zmartwychwstaniu Aliny, ale Balladyna wolałaby raczej umrzeć, niż cofnąć to, co zrobiła. Odchodzi, grożąc Pustelnikowi. Ten biegnie w las, gdyż słyszy znad Gopła dziwne odgłosy. Pozostawia na kamieniu złotą koronę.
Scena 4: Las przed chatką Pustelnika. Skierka i Chochlik znajdują królewską koronę Popiela III. Nadchodzi Goplana z Grabcem. Wieśniak wykręca się od zalotów nimfy i na odczepnego życzy sobie, aby zamieniła go ona w króla dzwonkowego. Nimfa spełnia jego żądanie. Przystrojony w bogate szaty i koronę, z wierzbowym berłem w dłoni, Grabiec wybiera się na przyjęcie weselne do zamku Kirkora.
Scena 5: Sala w zamku Kirkora. Kostryn podsłuchał rozmowę Balladyny z Pustelnikiem i teraz rozmyśla nad swoim położeniem - czuje się panem sytuacji. Tymczasem kobieta żałuje, że zdradziła się przed Pustelnikiem. Przybywa Gralon - poslaniec od Kirkora,  z zakutą skrzynią, ktorej nie wolno otworzyć do powrotu pana. Na prośbę zdesperowanej Balladyny opowiada, że Kirkor odwiedził Pustelnika, a niedaleko jego chaty, pod wierzbą, znalazł ścierwo zabitego... tura. Kostryn sugeruje Balladynie, że posłańca trzeba zabić, bo nie mówi prawdy. Oboje przebijają go mieczami i w ten sposób stają się wspólnikami zbrodni. 

AKT IV:
Scena 1: Sala w zamku Kirkora - uczta weselna. Na uczcie w zamku Kirkora Grabiec w królewskich szatach zajmuje najbardziej zaszczytne miejsce u stołu. Usługują mu Chochlik, Skierka i Kostryn. Podczas rozmowy o herbach Balladyna opowiada gościom, że jest wygnaną księżniczką. Kiedy do komnaty wdziera się jej głodna i spragniona matka, wyrodna córka wyrzeka się jej i każe wygnać staruszkę, choć na dworze szaleje burza. W chwilę potem do zamku przybywa posłaniec od Kirkora. Opowiada, że burza zatrzymała powracającego z wyprawy hrabiego w chatce Pustelnika. Kirkor zabił Popiela IV, a lud obwołał swego wybawcę krółem. Jednak mężczyzna nie przyjął zaszczytu, gdyż pragnie żyć w spokoju z chłopską żoną u boku. (Tu wzburzona Balladyna zarzuciła posłańcowi klamstwo).  Oznajmił więc, że królem zostanie ten, kto będzie miał na głowie świętą koronę Lecha. "Ogłoście po kraju/ Bezkrólewie! a kto się na zamku pokaże/ Uwieńczony prawdziwą koroną Popielów,/ Koroną, w której znany brylant "żmije-oko"/ Między dwóma rubiny na trzech perłach leży,/Tego królem obierzcie". Usłyszawszy ten rozkaz, wszyscy zebrani w zamku oddają hołd Grabcowi. Ten każe zagrać Chochlikowi na wierzbowym berle. Nagle rozlega się pieśń opisująca zbrodnie Balladyny. Kobieta jest wstrząśnięta, ale słucha do końca, chcąc zidentyfikować wykonawcę. Jednak opanowuje emocje i kiedy Grabiec życzy sobie dzbana malin, każe go przynieść. Wtedy ukazuje się jej duch siostry i zdumieni goście są świadkami dziwnego zachowania Balladyny, która krzyczy z przerażenia i w końcu mdleje. W powietrzu unosi się zapach malin. Kostryn kończy ucztę.  
Scena 2: Las przed chatką Pustelnika. Dowiedziawszy się o zaginięciu korony, Kirkor natychmiast powraca do Gnezna, aby obwieścić ludowi, że jej obecny właściciel nie jest królem, tylko oszustem. Mężczyzna tęskni do żony, ale chce najpierw wypełnić swoje obowiązki, a dopiero potem cieszyć się spokojnym życiem u jej boku. Pustelnik życzy mu w duchu, aby jak najszybciej został wdowcem i nie dowiedział się o zbrodni Balladyny. Nadchodzi Wdowa. Żali się na okrucieństwo córki, która wygnała ją  z domu, ale nie zdradza imienia Balladyny. Kobieta oślepła podczas strasznej burzy. Zrozpaczona odchodzi w las. Pustelnik postanawia ukarać bezlitosną córkę, kiedy odzyska tron. "Po kraju całym szukać każę/ Tej matki - i okropny sąd wydam na dziecko".
Scena 3: Noc - komnata w zamku Kirkora. Skierka i Chochlik rozmawiają o swoich planach. Uciekają przestraszenie nadejściem postaci w bieli.
Scena 4: Noc - komnata z zamku Kirkora. Balladyna z nożem w ręku idzie na wieżę zdecydowana popelnić kolejne morderstwo.
Scena 5: Noc - komnata z zamku Kirkora. Kostryn także chce zabić Grabca, zabrać mu koronę i uwolnić się od Balladyny. Jednak ona wraca już z wieży umazana krwią byłego kochanka. Po chwili cofa się po koronę, ale jej nie może znaleźć. Koronę przynosi Kostryn. Balladyna przeczuwa,  że rycerz pragnie ją zabić, dochodzą jednak do porozumienia i postanawiają oboje zawalczyć o tron z Kirkorem, który przecież wie, że obecny posiadacz korony jest oszustem. Chcą przekupić żolnierzy, żeby przeszli na ich stronę. Balladyna zleca też Kostrynowi zabójstwo Pustelnika. Z rozmowy wynika również, że kobieta jest ciężarna.

AKT V:
Scena 1: Poranek na leśnej łące. Goplana żegna się ze swoimi sługami opuszcza leśną krainę, gdyż , jak mówi: [Poplątałam ludzkie czyny/ Tak, że Bogu mścicielowi /Trzeba wziąć grom i upuścić/ Na ludzkie dzieła i winy...]
Scena 2: Pod murami Gnezna. Kirkor przygotowuje sie do walki z samozwańczym królem, którego imienia nie zna. Posłał po Pustelnika - Popiela III, by wraz z prawowitym władcą zaatakować obóz wroga. Posłańcy przynosza tragiczną wieść - znaleźli starca powieszonego przed chatą. 
Scena 3: Namiot Balladyny. Kostryn dowodzi w bitwie z Kirkorem. Balladyna ma świadomość, że zwycięstwo Niemca oznacza dla niej całkowite uzależnienie od powiernika jej strasznych tajemnic. "Jeżeli zwycięży,/ Jak mu nagrodzę? w ziemi całej łonie/ Nie znajdę kruszcu na zalanie gardła/ Temu Niemcowi". Jednak jego klęska oznacza koniec wszystkiego, co dotąd zdobyła, bo przecież Kirkor się dowie, że zdradziła męża dla korony. Jest więc gotowa na śmierć. Od starej kobiety zdobyła wyciąg z ludomoru, którym zatruła jedną stronę noża. Na wszelki wypadek wysyła jednak żolnierzy, żeby podstępnie zabili Kirkora na polu walki. Wraca zwycięski Kostryn z delegatami ludności Gnezna, którzy klękaja przed Balladyną, uznając ją królem. Posłowie sa zaskoczeni, że mają do czynienia z kobietą (Balladyna jest w zbroi). Podają jej chleb z solą, a ona kroi bochenek zatrutym nożem i skażoną część podaje Kostrynowi, mówiąc, że dzieli się z nim wszystkim, a serce daje mu w całości. 
Scena 4: Sala tronowa na zamku królewskim w Gneźnie. Kanclerz z dworzanami oczekują nowego króla. Goniec przynosi wieść, że to kobieta. Kronikarz Wawel opowiada zebranym, iż wielu ludzi widziało odlatującą z żurawiami kobietę (Goplana). Nagle nadciąga straszliwa chmura burzowa. Wchodząca do sali Balladyna dowiaduje się, że według ustaw ma zacząć swoje rządy od rozsądzenia spraw kryminalnych. W tym momencie Kostryn pada na ziemię i przed śmiercią oskarża królową, że go otruła. Balladyna odczuwa ulgę, choć udaje rozpacz. Chce odciąć się od przeszłości i być teraz dobrą, sprawiedliwą władczynią. Każe uwolnić jeńców, nakarmić żebraków oraz wyprawić godny pogrzeb swojemu mężowi, Kirkorowi. Tymczasem przystępuje do sądów. Pierwszą sprawę zgłasza lekarz królewski, który po oględzinach zwłok Kostryna stwierdza, że faktycznie został on otruty ludomorem. Według prawa nieznany truciciel jest winny śmierci, co Balladyna potwierdza. Drugim oskarżycielem jest Filon. Zachowuje się jak obłąkany, opowiada o śmierci Aliny, a na dowód przynosi dzban i nóż, który wyjął z jej piersi. Balladyna wydaje wyrok słowami: "Winna jest śmierci", dając do zrozumienia, że zbrodni dokonała kobieta. Jako trzecia pojawia się ślepa Wdowa i opowiada królowej swoją tragiczną historię. Kiedy dowiaduje się, że okrucieństwo wobec rodziców karane jest śmiercią, nie chce wyjawić imienia córki. Jednak według prawa nie można odstąpić od skargi. Staruszkę biorą więc na tortury, aby wyznała, kim jest jej wyrodna córka. Matka woli jednak umrzeć w mękach, niż skazać na śmierć swoje dziecko. Balladyna, osądzając anonimową zbrodniarkę, która doprowadziła do śmierci własnej matki, po raz trzeci wydaje wyrok na siebie. Ginie rażona piorunem.

EPILOG
W epilogu widać, jak się tworzą legendy. Publiczność pyta Wawela, w jaki sposób interpretuje wypadek z piorunem, którego wszyscy byli świadkami. Zarzuca mu, że nie był obecny przy poprzedzających go wydarzeniach, więc nie może wydawać sądów tylko na podstawie ostatniej sceny. Kronikarz snuje przypuszczenia o pochodzeniu Balladyny, a na końcu wysnuwa wniosek, że noszenie korony jest niebezpieczne, bo metal przyciąga pioruny. Znacznie lepszy jest laurowy wieniec (symbol sławy przypisywanej m.in. poetom). W ten sposób Wawel przypodobał się i królom, i poetom, z czego Publiczność czyni mu zarzut.

4. Jakich zbrodni dokonała Balladyna:

Była sprawcą lub współuczestniczką większej liczby zbrodni niż tylko te, za które została osądzona (zaznaczone wytłuszczonym drukiem).
1) Zabicie nożem młodszej siostry - Aliny. (akt II, scena 1)
2) Zabicie Gralona (wspólnie z Kostrynem). (akt III, scena 5)
3) Wypędzenie z zamku matki-staruszki. (akt IV, scena 1)
4) Zabicie nożem byłego kochanka, Grabca. (akt IV, scena 5)
5) Zlecenie Kostrynowi zabicia Pustelnika (akt IV, scena 5)
6) Doprowadzenie do śmierci Kirkora - zbrojne wystapienie przeciw mężowi i nasłanie na niego płatnych zabójców (akt V, scena 3)
7) Otrucie Kostryna (akt V, scena 3)
8) Doprowadzenie do śmierci na torturach własnej matki. (akt V, scena 4)

5. Historia świętej korony Lecha  Poznajemy ją w pierwszej scenie aktu I. Pustelnik opowiada Kirkorowi o początkach państwa polskiego.
Jeden z Trzech Króli wracających z Betlejem (Słowacki nazwał go Scyta-król północny, czyli dawny Słowianin) zabłądził w wysokim zbożu i poprosił Boga o pomoc, a ten zaprowadził go do chłopskiej chaty będącej siedzibą króla tych ziem - Lecha. Władca zaproponował Scycie, aby zamieszkał w jego szczęśliwej krainie i wziął pół królestwa. Scyta ochoczo przyjął gościnę, lecz na podział ziem się nie zgodził, gdyż mogłoby to rodzić wojny. Poznawszy bliżej Lecha i zaprzyjaźniwszy się z nim, ofiarował mu własną koronę, której w Betlejem dotykały ręce świętego Dzieciątka Jezus. Niezwykłość świętej korony Lecha polega więc na tym, że została ona pobłogosławiona przez samego Jezusa.

6. Przebieg wydarzeń, czyli co, po czym i dlaczego:
1. Kirkor radzi się Pustelnika w sprawie ożenku, ten każe mu szukać żony w chłopskiej chacie.
2. Kirkor odkrywa, że Pustelnik jest wygnanym królem. Popielem III, więc postanawia przywrócić mu tron.
3. Zakochana Goplana sprowadza Kirkora do chatki Wdowy, żeby hrabia ożenił się z Balladyną, kochanką Grabca.
4. Przez niewidzialne wieńce Kirkora oczarowały obie córki, więc dochodzi do "malinowego konkursu".
5. Balladyna zabija Alinę (pod wierzbą Grabcem) i zostaje żoną Kirkora. Na jej czole pojawia się krwawa plama, którą dziewczyna maskuje przepaską.
6. Po zaślubinach Balladyna każe spalić swoją chatę i przeprowadza się z matką do zamku.
7. Nazajutrz po ślubie Kirkor wyjeżdża, ostrzegając żonę, że po powrocie nie chce widzieć wstążki na jej czole.
8. Balladyna wstydzi się własnej matki i zamyka ją w wieży.
9. W drodze do Gnezna Kirkor odwiedza Pustelnika, który pokazuje mu święta koronę.
10. Pustelnik radzi Kirkorowi wypróbowanie lojalności żony poprzez wysłanie jej zapieczętowanej skrzyni.
11. Pustelnika odwiedza Balladyna z prośbą o usunięcie plamy z czoła; starzec odkrywa jej straszną tajemnicę. Rozmowę podsluchuje Kostryn.
12. Służki Goplany znajdują koronę Popiela III, a nimfa daje ją Grabcowi, którego przebiera za króla dzwonkowego.
13. Kostryn i Balladyna zabijają Gralona, posłańca ze skrzynią, w przekonaniu, że był on świadkiem znalezienia zwłok Aliny i wie o zbrodni.
14. Uczta weselna z udziałem Grabca w koronie. Balladyna wypędza matkę, która wdarła się na ucztę. Posłaniec przynosi wieści od Kirkora:  burza zatrzymała go u Pustelnika, hrabia właśnie wrócił z Gnezna, gdzie zabił Popiela IV, ale nie przyjął propozycji objęcia władzy, bo chce żyć w spokoju z żoną-wieśniaczką. Królem będzie właściciel świętej korony. Balladyna widzi ducha Aliny.
15. Tymczasem Kirkor dowiaduje się od Pustelnika o zaginięciu korony i natychmiast wraca do Gnezna zmienić rozkazy - obecny właściciel korony jest przecież złodziejem i oszustem, a nie prawowitym królem.
16. W nocy Balladyna zabija Grabca, by zdobyć świętą koronę i zasiąść na tronie. Każe też Kostrynowi zlikwidować Pustelnika, który zna jej tajemnicę.
17. Goplana w poczuciu winy za poplątanie ludzkich losów opuszcza leśną krainę, pozostawiając po sobie burzową chmurę.
18. Kirkor szykuje się do bitwy z tajemniczym uzurpatorem. Dowiaduje się, że prawdziwy król, Pustelnik-Popiel III, nie wspomoże jego działań, gdyż został powieszony przed swoją chatą.
19. Przy pomocy podstępu i przekupstwa Kostryn wygrywa bitwę. Balladyna częstuje wspólnika chlebem przekrojonym zatrutym nożem.
20. Balladyna wkracza do Gnezna, przyznaje się dworzanom, że jest wdową po Kirkorze, i zaczyna rządy od sądzenia oskarżonych. Kostryn  umiera.
21. Po wydaniu trzykrotnego wyroku śmierci na niezidentyfikowanych sprawców (za otrucie Kostryna, za zabójstwo Aliny i za okrucieństwo wobec matki) Balladyna ginie, rażona piorunem.

7. Bohaterowie tragedii: 

Balladyna, Bladyna - postać tytułowa i główna. młoda wieśniaczka dążąca do awansu nawet za cenę zbrodni, odcinająca się od swoich chłopskich korzeni, tragiczna poprzez umiejętność refleksji nad swoimi czynami i uznanie konieczności kary; ginie rażona piorunem.
Pustelnik - wygnany król Popiel III, strażnik narodowej tradycji w postaci świętej korony Lecha, wzór patriotyzmu i zasad moralnych, zwolennik sojuszu między szlachtą i ludem, odkrywca tajemnicy Balladyny; ginie powieszony przez Kostryna z rozkazu Balladyny.
Kirkor - bogaty graf, "pan czterowieżowy (...) stworzony do ciszy wiejskiej i prostoty", uosabia narodową tradycję, uczciwy i waleczny, tragicznie wplątany w politykę oparta na tyranii i przemocy; ginie pod Gneznem w walce o sprawiedliwość dziejową.
Fon Kostryn - Niemiec, dowódca gwardii zamkowej Kirkora, syn wisielca, rzekomy szlachcic, karierowicz, sojusznik Balladyny w walce o władzę; ginie poczęstowany przez Balladynę chlebem przekrojonym zatrutym nożem.
Grabiec - syn zakrystiana/organisty, kochanek Balladyny, wiecznie pijany, zajęty wyłącznie zabawą i używaniem życia, błazen, prostak, przedmiot kpin, ale i kpiarz, uosobienie ludowych wyobrażeń o pańskim życiu; ginie zabity w nocy nożem przez Balladynę.
Wdowa - siwa staruszka, matka Balladyny kochająca ją nad własne życie i wychowująca ją wg praw przynależnych starszej córce, wiejska znachorka ceniona przez sąsiadów, wyrzucona przez córkę z domu ślepnie od błyskawicy; ginie na torturach nie wyjawiając imienia wyrodnej córki.
Alina - młodsza córka Wdowy, uosobienie wszystkich pozytywnych cech. niewinna,  cnotliwa i pobożna; ginie zabita nożem przez Balladynę podczas zbierania malin.
Gralon - posłaniec Kirkora, przypadkowa i niepotrzebna ofiara podejrzeń Balladyny i Kostryna; ginie od ciosów ich mieczy.
Filon - wędrowny poeta, pasterz, postać rodem z sielanki, na pozór mało ważny, ot, taki mazgaj, który przyszedł za późno, by uratować ukochaną  i jest bezsilny wobec tego, co się stało. Tymczasem tylko on pozostaje żywy, podczas gdy inni bohaterowie zabierają do grobu ponure tajemnice. Dlaczego? Bo uosabia nieśmiertelną rolę poezji w życiu narodu, przemawia (i będzie przemawiał) w imię obrony prawdy, piękna i sprawiedliwości.

Goplana i Duszki (Skierka, Chochlik) - związane z przyrodą twory ludowej wyobraźni; nimfa zakochana w człowieku doprowadza do złamania boskiego ładu (zbrodnie Balladyny), ukarana przez Boga odlatuje, pozostawiając po sobie ciężką chmurę, z której spadnie karzący piorun.

8. Materiał do charakterystyki bohaterek.

Cała scena 3 z aktu I jest bezpośrednią (wygląd) i pośrednią (cechy wynikające z zachowania) charakterystyką obu bohaterek.
KIRKOR: Starsza jak śniegi - u tej warkocz cudny, / Niby listkami brzoza przyodziana; / Ta z alabastrów - a ta zaś różana - / Ta ma pod rzęsą węgle - ta fijołki - / Ta jako złote na zorzy aniołki, / A ta zaś jako noc biała nad rankiem.
Całkowicie odmienny wygląd Aliny i Balladyny (kontrast) jest też wyznacznikiem ich charakterów. Alina - otwarta, ciepła, dobra, pracowita, szczera, uczciwa, opiekuńcza, gotowa do poświęceń, i Balladyna - rozpieszczona i faworyzowana przez matkę, zamknięta w sobie, na pozór chłodna (choć targają nią wewnętrzne emocje), okrutna, leniwa, dwulicowa, dążąca po trupach do celu, egoistka myśląca tylko o zaspokojeniu własnych ambicji. 
Literacko Balladyna jest postacią znacznie ciekawszą niż Alina ze względu na złożoność swego charakteru.

Balladyna (bohaterka główna i tytułowa)
GOPLANA: Siostra Aliny?... córka wdowy?... ale ona / Złe ma serce. (akt I, scena 2)
WDOWA: Wraca Balladyna...(...) / O! nie widać... lecz matce wiadomo. / Patrz, panie! oto jaskółeczka sina / Zamiast wylecieć, kryje się pod słomą, / I cicho siedzi... (akt II, scena 2)

Alina:
WDOWA: Gdyby zaś Alina / Wracała z gaju, tobyś to, mój panie, / Usłyszał w belkach szum i świergotanie, / Jedna za drugą pyrr... pyrr... lecą z gnizdek / Do tej dziewczynki i nad nią się kręcą / Niby chmureczka małych, czarnych gwiazdek / Nad białą gwiazdką... (akt II, scena 2)

9. Ciekawostki
Myślę,  że współczesnym uczniom badzo przypadłaby do gustu inscenizacja "Balladyny" z roku 1974 (czyli epoki kamienia łupanego ;-) w reżyserii Adama Hanuszkiewicza (1924-2011) - wieloletniego dyrektora warszawskiego Teatru Narodowego, który słynął z kontrowersyjnych pomysłów artystycznych. Otóż dla potrzeb spektaklu zakupił on trzy motocykle marki honda, na których z wielkim hałasem przemieszczali się ... Goplana oraz Chochlik i Skierka. Nie muszę chyba wspominać, jakie wrażenie wywarło to na publiczności ;-)

10. Szczegóły do testu wiedzy o lekturze:  bez tych oczywistych typu: Alina i Balladyna to siostry. Kolejnośc wydarzeń nie jest zachowana!!!

  1. Pustelnik to król Popiel III, wygnany 20 lat temu przez swego brata, panującego obecnie Popiela IV. (W wyniku tego zamachu Pustelnik stracił troje dzieci.)
  2. Popiela IV zabił Kirkor.
  3. Zamek Kirkora ma cztery wieże.
  4. Fon Kostryn podsłuchał rozmowę Balladyny z Pustelnikiem i wie, że zabiła ona siostrę.
  5. Po wypędzeniu z zamku Wdowę oślepił piorun.
  6. Korona Popiela III to święta korona Lecha, pierwszego władcy Polan, który otrzymał ją od Scyty - jednego z Trzech Króli wracajacych z Betlejem.
  7. Kostryn miał plan zabicia Balladyny, kiedy przyniósł jej koronę z komnaty Grabca,
  8. Koronę Popiela znalazły duszki i przekazały ją Goplanie, a ona przystroiła nią Grabca.
  9. Skierka jest pracowity a Chochlik leniwy.
  10. Kolejność zbrodni Balladyny (dokonanych osobiście): Alina, Gralon, Grabiec, Kostryn.
  11. Wawel to kronikarz.
  12. Kirkor zakochał się w obu siostrach
  13. Filon-poeta to jedyna postać z akcji, która pozostaje przy życiu.
  14. Nikt (łącznie z Kirkorem) nie wie, kim jest człowiek, którego armia napadła Gnezno, bo Balladyna nie wychodzi z namiotu, a ponadto jest w pełnej zbroi.
  15. Matka Balladyny ginie na torturach.
  16. Balladyna jest w ciąży, prawdopodobnie z Kostrynem.
  17. Ludomor - to trucizna na nożu Balladyny.
  18. Goplana zamieniła Grabca w wierzbę, a potem przebrała go za króla dzwonkowego.
  19. Balladyna ostatni raz spotkala się z Grabcem w noc przed malinowym konkursem.
  20. Goplana odleciała z kluczem żurawi na północ.