środa, 22 kwietnia 2026

CO TRZEBA WIEDZIEĆ O OPOWIADANIU "PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU"?


To nie jest lektura do poduszki. I nie jest to thriller, horror, gore ani inna literatura, której celem jest wywołanie u odbiorcy grozy, obrzydzenia, niedowierzania. To FAKTY. Fakty przepuszczone przez wyobraźnię autora, który tam był, widział, przeżył.  A jednak trudno uwierzyć, że coś takiego miało miejsce w XX wieku w środku cywilizowanej Europy...

1. Kilka słów o autorze: Tadeusz Borowski (1922-1951). Polski pisarz, poeta i dziennikarz z pokolenia Kolumbów, czyli tych pisarzy i poetów polskich, których dojrzewanie przypadło na okres wojny i okupacji. W 1943 roku został aresztowany i trafił do obozu koncentracyjnego Auschwitz z numerem 119198, następnie do Dautmergen   w Niemczech a potem do Dachau, skąd został wyzwolony w 1945 roku przez armię USA.

W 1947 roku wydał zbiór opowiadań "Pożegnanie z Marią" (tytułowa Maria to żona Borowskiego), zawierający utwory o charakterze częściowo autobiograficznym, których akcja toczy się w czasie II wojny światowej, również w obozie.

W 1951 roku trafił do szpitala w stanie zamroczenia gazem i środkami nasennymi, a dwa dni później umarł. Tydzień przedtem urodziła się jego córka. Okoliczności samobójstwa Borowskiego są niejasne: mówi się o depresji, romansie, rozczarowaniu komunizmem, chorobie dwubiegunowej, ale też reakcji na złe przyjęcie jego twórczości. 

2. O czym jest opowiadanie "Proszę państwa do gazu"?

Przede wszystkim zwróćcie uwagę na ironiczny tytuł będący swoistą antytezą. Zapraszać można do stołu, do tańca, do domu - a tu uprzejme zaproszenie dotyczy komory gazowej, w której tytułowi "państwo" za chwilę będą umierać w męczarniach. 

Akcja opowiadania toczy się w obozie Auschwitz, a jej główny wątek dotyczy rozładunku i selekcji transportu więźniów z Sosnowca i Będzina (1500 osób). Główny bohater i narrator - Tadek - dostaje się do  100 -osobowego komanda Kanada, które tym się zajmuje. Sądzi, że to przywilej, bo więźniowie mają dostęp do luksusowych towarów, takich jak dobry alkohol, francuskie perfumy, wędliny, puszki sardynek, buty, jedwabne koszule itp. a jak się uda, to nawet kosztowności. Tymczasem uczestniczy w wydarzeniach, po których "zwykłe" życie obozowe wydaje mu się rajem.  

3. Przebieg wydarzeń w opowiadaniu:

1) Obraz obozu po dezynfekcji
2) Rozmowa Tadeusza w więźniami komanda Kanada.
3) Informacja o transporcie i zaproszenie Tadeusza na rampę. Opis rampy.
4) Nadejście pierwszego pociągu z transportu Sosnowiec - Będzin
a) selekcja więźniów
b) poduszone niemowlęta i siwa pani
c) refleksja Tadeusza o nienawiści do skazanych na śmierć
d) komendantka podobozu kobiet
e) ładowanie na ciężarówki dobytku więźniów
5) Przybycie drugiego pociągu:
a) matka wyrzekająca się dziecka
b) piękna dziewczyna wybierająca śmierć w komorze gazowej
c) ucieczka Tadeusza pod szyny
d) para ludzi w uścisku
e) trupy wymieszane z kalekami - starzec, dziewczynka bez nogi
6) Przyjazd trzeciego pociągu (w nocy):
a) oszalała z niedotlenienia dziewczynka
b) wagon uduszonych ludzi
c) reakcja Tadeusza - wymioty pod szynami i marzenia o powrocie do obozu
d) podliczenie transportu - 15 tys. ludzi
7) Powrót do obozu Kanady z łupami
8) Dymy z krematorium - spalenie transportu sosnowieckiego.

4. Kim jest człowiek zlagrowany?   To więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego, który wskutek codziennego obcowania z okrucieństwem i śmiercią utracił naturalną wrażliwość i zaakceptował obozową rzeczywistość. Uprzedmiotowiony, zredukowany do numeru, myśli kategoriami systemu, traktując współwięźniów obojętnie, wrogo lub instrumentalnie. W warunkach skrajnych porzuca podstawową moralność, bo liczy się tylko jego przetrwanie. Bywa jednocześnie ofiarą i katem.

5. Czym jest narracja behawioralna? To sposób obiektywnego, rzekłabym beznamiętnego opisywania wydarzeń bez wnikania w uczucia, przeżycia wewnętrzne czy motywy działania postaci. Dostrzegamy tylko to, co widoczne - detale ubioru, gesty, reakcje na bodźce. Andriej z Sewastopola, który ukarał wyrodną matkę, wrzucając ją i jej dziecko na ciężarówkę, zaraz potem idzie napić się wódki. Dlaczego? Sami sobie odpowiedzcie.

Behawioryzm jako technika literacka stosowany jest głównie w literaturze wojennej i obozowej, gdzie wydarzenia są tak drastyczne, że nie wymagają komentarza.

6. Ważne cytaty - przykłady narracji behawioralnej,

Z okien wychylały się twarze ludzkie, usta chwytały rozpaczliwie powietrze. Zaczerpnąwszy kilka łyków powietrza, ludzie z okien nikli, na ich miejsce wdzierali się inni i tak samo znikali. Krzyki i rzężenia stawały się coraz głośniejsze. (...) Ten powoli ściągnął automat z ramienia, złożył się i przeciągnął serią po wagonach. Ucichło.

Jest prawo obozu, że ludzi idących na śmierć oszukuje się do ostatniej chwili Jest to jedyna dopuszczalna forma litości.

Niezmordowanie jeździ karetka Czerwonego Krzyża: to właśnie w niej wozi się gaz, gaz, którym trują tych ludzi.

Transporty rosną w tygodnie, miesiące, lata. Gdy skończy się wojna, będą liczyć spalonych. Naliczą cztery i pół miliona.

Porozrzucane po kątach wśród kału ludzkiego i pogubionych zegarków leżą poduszone, podeptane niemowlęta, nagie potworki o ogromnych głowach i wydętych brzuchach. Wynosi się je jak kurczaki, trzymając po parę w jednej garści.

— Słuchaj, Henri, czy my jesteśmy ludzie dobrzy? 
— Czemu się głupio pytasz? 
— Widzisz, przyjacielu, wzbiera we mnie zupełnie niezrozumiała złość na tych ludzi, że przez nich muszę tu być. Nie współczuję im wcale, że idą do gazu. Żeby się ziemia pod nimi wszystkimi rozstąpiła. Rzuciłbym się na nich z pięściami. Przecież to jest patologiczne chyba, nie mogę zrozumieć. 
— Och, wprost przeciwnie, to normalne, przewidziane i obliczone. Męczy cię rampa, buntujesz się, a złość najłatwiej wyładować na słabszym. Pożądane jest nawet, abyś ją wyładował.

...część kobiet odstawiono do aut i te pójdą piechotą — na lager. Nasi chłopcy, fryzjerzy z Zauny, pozbawiają je całkowicie włosów i będą mieli wiele uciechy z ich wolnościowego wstydu.

Oto idzie szybko kobieta, śpieszy się nieznacznie, ale gorączkowo. Małe, kilkuletnie dziecko o zarumienionej, pyzatej twarzy cherubinka biegnie za nią, nie może nadążyć,  wyciąga rączki z płaczem: — Mamo! mamo! — Kobieto, weźże to dziecko na ręce! — Panie, panie, to nie moje dziecko, to nie moje! — krzyczy histerycznie kobieta i ucieka, zakrywając rękoma twarz. Chce skryć się, chce zdążyć między tamte, które nie pojadą autem, które pójdą pieszo, które będą żyć. Jest młoda, zdrowa, ładna, chce żyć. Ale dziecko biegnie za nią, skarżąc się na cały głos: — Mamo, mamo, nie uciekaj! — To nie moje, nie moje, nie! 

Oto czterech z Kanady dźwiga trupa; olbrzymią, opuchłą babę, klną i pocą się z wysiłku, kopniakami odganiają zabłąkane dzieci, które plączą się po wszystkich kątach rampy, wyjąc przeraźliwie jak psy. Chwytają je za karki, za łby, za ręce i wrzucają na kupę, na ciężarówki. Tamtych czterech nie da rady dźwignąć baby na auto, wołają innych i zbiorowym mozołem wpychają górę mięsa na platformę. Z całej rampy znosi się trupy wielkie, nabrzmiałe, opuchnięte. Między nie ciska się kaleki, sparaliżowanych, przyduszonych, nieprzytomnych.  Góra trupów kotłuje się, skowyczy, wyje.

Inni niosą dziewczynkę bez nogi; trzymają ją za ręce i za tę jedną, pozostałą nogę. Łzy ciekną jej po twarzy, szepce żałośnie: „Panowie, to boli, boli…”. Ciskają ją na auto między trupy. Spali się żywcem wraz z nimi.

Byłem znów przy wagonach. Buchnął ciepły, słodki zapach. Góra ludzka zapełniała wagon do połowy, nieruchoma, potwornie poplątana, ale jeszcze parująca.

Wydaje się tym ludziom, że rozpoczynają nowe życie w obozie i psychicznie przygotowują się na ciężką walkę o byt. Nie wiedzą, że zaraz umrą i że złoto, pieniądze, brylanty, które zapobiegliwie ukrywają w fałdach i szwach ubrania, w obcasach butów, w zakamarkach ciała — już im nie będą potrzebne. Fachowi, rutynowani ludzie będą im grzebać we wnętrznościach, wyciągną złoto spod języka, brylanty z macicy i kiszki odchodowej. Wyrwą im złote zęby. W zabitych szczelnie skrzyniach odeślą do Berlina.

Kanada objuczona chlebami, marmoladą, cukrem, pachnąca perfumami i czystą bielizną, ustawia się do odmarszu. Kapo kończy ładowania kotła od herbaty złotem, jedwabiami i czarną kawą. To na bramę dla wachmanów: puszczą komando bez kontroli. Parę dni obóz będzie żył z tego transportu: zjadał jego szynki i kiełbasy, konfitury i owoce, pił jego wódki i likiery, będzie chodził w jego bieliźnie, handlował jego złotem i tłumokami. Wiele wyniosą cywile za obóz, na Śląsk, do Krakowa i dalej. Przywiozą papierosy, jajka, wódkę i listy z domu. Parę dni będzie obóz mówił o transporcie „Sosnowiec-Będzin”. Był to dobry, bogaty transport.

Z krematoriów ciągną potężne słupy dymów i łączą się w górze w olbrzymią, czarną rzekę, która niezmiernie powoli przewala się przez niebo nad Birkenau i niknie za lasami w stronę Trzebini. Transport sosnowiecki już się pali.